Dzień dobry w poniedziałek!
Weekend miałam szalony, bo mąż miał urodziny, mieliśmy gości w sobotę. Także szykowanie, potem już się fatalnie czułam, a goście siedzieli

nie chciałam nikogo wyganiać, wszyscy widzieli, że jestem blada i słaba, ale jedyne co to skomentowali, że źle się czuję, bo mam ochotę na wódkę, a nie mogę (gdzie ja wódki nie pijam w ogóle, co najwyżej na weselach i to tyle o ile...). Było mi bardzo, bardzo przykro i źle... Zwłaszcza, że jako niepijąca miałam odwieźć gości na drugi koniec miasta po imprezie.
Niedziela już spokojniej, mąż zaprosił mnie na obiadek z okazji rocznicy, także w końcu zamieniłam domowe dresy, czy jeansy na wyjście na sukienkę. Do tego makijaż... i powiem Wam, że dawno się tak piękna nie czułam...

Stałam przed lustrem i stwierdziłam, że jak na mamuśkę nie ma źle...
Brzuszek już sporawy, w obcisłym to mega mega widać

U mnie na wadze plus 2,5kg, ale czuję, że schudłam po rękach, po buzi - w końcu mam czas na regularne posiłki, no i oczywiście dodaję owoce i warzywa nawet jak nie mam ochoty. Byle tylko łatwiej było ograniczyć słodycze.
Dzisiaj miałam mieć wizytę, ale pani z przychodni zadzwoniła, że pana doktora dziś nie będzie i mam przyjść jutro. Szkoda, bo już tak się nastawiliśmy z mężem (ostatnia wizyta 4 tyg temu!), ale lepiej, że zadzwoniła, niż jakbym przyszła i wróciła z kwitkiem.
Udanych wizyt, a wszystkim chorym dużo zdrówka!