Jodełka
Fanka BB :)
Związał się z koleżanką z pracy...
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Związał się z koleżanką z pracy...
A chociaz sa caly czas ze soba?Związał się z koleżanką z pracy...
Skurwiel i tyle . Faceci tacy są . mój już 8 lat temu tak bardzo namawiał mnie na dziecko . a prawda jest taka , że w 98% dziecko to mój obowiązek . I ja bym drugie chciała z pełną świadomością , że sobie obowiązków dołożę . a wyobraźcie sobie , że mój mąż teraz już drugiego nie chce , bo to tyle obowiązków . haha. znaczy to tyle , że na fajkę wychodzi teraz na tarasZwiązał się z koleżanką z pracy...
Nie wiem.... ale raczej tak bo ostatnio jak byłam w naszym domu to były tam jej ubrania i rzeczy osobiste...
Nawet nie chce sobie wyobrażać co musiałaś przeżywać.... Najgorsze jest to, że lekarze uważają się na nadludzi i mają gdzieś uczucia pacjentek... Masakra.... najważniejsze, że z Malutką wszystko dobrzeJodelko, bardzo mi przykro... ale masz kochane i wspaniałe dzieciaczki i musisz być dla nich twarda i silna.
Ja bym chciała drugie dziecko. Zwłaszcza, że te większe wydatki mamy za sobą, wózek, maty, leżaki itd. Ubrań sporo...
Ciążę znosilam dobrze, ale szpital... bardzo przeżyłam. Na samą myśl o tym miejscu mam ciarki.
Leżałam tydzień na oddziale, codziennie inny lekarz, mój tam nie pracował, codziennie inna decyzja. Naciskanie na poród naturalny, bo dziecko małe, wywoływanie porodu, bez skutku. Wody mi się saczyly, kiepskie przepływy, dziecko mniej aktywne... Ale czekajmy, aż samo się rozkeci... Trzy dni nie jadłam, bo nie jeść bo będziemy wywoływać. Potem tu brak miejsc na prodowce, a nikt nawet nie powiedzial, ze dzis nic i może pani zjeść... Dziękuję Bogu, że pewnego dnia dyżur miał lekarz, który po badaniu stwierdził- cesarka na już. Godzinę później byłam na stole, nawet wypychajac z kolejki zaplanowane cc... Miałam już zielone wody, dziecko wytworzyło jakiś system ochronny przed tym. Był pod kroplowka przez 5dni, kiepskie wyniki krwi. Przez 4dni mogłam Małego oglądać przez szybę z daleka, a i tak mnie wyganiali... Ja dostawalam antybiotyk i po 5 dniach ktoś mnie poinformował na co, bo nie mogłam się dopytać.
Tyle nerwów ile mnie to kosztowało to moje. Przez to wg położnej nie miałam pokarmu... Powrót do domu był najpiękniejszym dniem...
Szczęście takie, że Młody dobrze się rozwija i jest wszystko w porządku teraz...
W końcu się przelamalam i napisałam. Jak zanudzilam, to przepraszam...
Drugie dziecko, chętnie, ale szpital? Nie...
Lizzy u mnie bylo troche podobnie. Trafiłam do szpitala bo wody mi odeszly . Mialam skierowanie na cc bo mlody ciasno owiniety pepowina, lekarz na,miejscu bez robienia usg stwierdził ze bzdury i ze czekamy do 8 bo wtedy bedzie moj lekarz a teraz man isc do pokoju spac! Skurcze byly straszne, wzywalan polozne alw stwierdzila ze mam mala odporność na bol i mam isc spać bo jutro cc i musze sie wyspac. Pierwsza czesc porodu przezylam z okropbym bolen bez pomocy lekarzy, z mezem. W koncu zaczelam rodzic i zaczelam krzyczec, laskawie w koncu ktos sprawdził rozwarcie i faktycznie rodzilam. Oczywiscie komplikacje bo pepowina sie zacisnela, ale za pozno na cc bo maly juz prawie wychodzil, wytargali mi go na,sile nic nie mowiac, pytalam cZemu nie placze to mowili ze wszystko ok. Pozniej okazalo sie ze dostal w 1szej minucie tylko 3pkt i urodzil sie przyduszony! Wyszlam w 5 dobie dopiero i z zaleceniami zeby odwiedzić neurologa i karmic piersia, no bo jak matka,moze nie karmic? A no tak ze stres ktory tam mi zafundowali spowodowal brak pokarmu. Jestesmy pod opieka neurologa juz 3ciego bo kazdemu nie wierzylam ze jest ok i uwazalam ze nie jest odpowiedni i a slabo przebadal. Teraz widze ze synek normalnie sie rozwija i powoli ukladam w glowie ze faktycznie tak moze byc. Tak w skrocie co przezylamJodelko, bardzo mi przykro... ale masz kochane i wspaniałe dzieciaczki i musisz być dla nich twarda i silna.
Ja bym chciała drugie dziecko. Zwłaszcza, że te większe wydatki mamy za sobą, wózek, maty, leżaki itd. Ubrań sporo...
Ciążę znosilam dobrze, ale szpital... bardzo przeżyłam. Na samą myśl o tym miejscu mam ciarki.
Leżałam tydzień na oddziale, codziennie inny lekarz, mój tam nie pracował, codziennie inna decyzja. Naciskanie na poród naturalny, bo dziecko małe, wywoływanie porodu, bez skutku. Wody mi się saczyly, kiepskie przepływy, dziecko mniej aktywne... Ale czekajmy, aż samo się rozkeci... Trzy dni nie jadłam, bo nie jeść bo będziemy wywoływać. Potem tu brak miejsc na prodowce, a nikt nawet nie powiedzial, ze dzis nic i może pani zjeść... Dziękuję Bogu, że pewnego dnia dyżur miał lekarz, który po badaniu stwierdził- cesarka na już. Godzinę później byłam na stole, nawet wypychajac z kolejki zaplanowane cc... Miałam już zielone wody, dziecko wytworzyło jakiś system ochronny przed tym. Był pod kroplowka przez 5dni, kiepskie wyniki krwi. Przez 4dni mogłam Małego oglądać przez szybę z daleka, a i tak mnie wyganiali... Ja dostawalam antybiotyk i po 5 dniach ktoś mnie poinformował na co, bo nie mogłam się dopytać.
Tyle nerwów ile mnie to kosztowało to moje. Przez to wg położnej nie miałam pokarmu... Powrót do domu był najpiękniejszym dniem...
Szczęście takie, że Młody dobrze się rozwija i jest wszystko w porządku teraz...
W końcu się przelamalam i napisałam. Jak zanudzilam, to przepraszam...
Drugie dziecko, chętnie, ale szpital? Nie...
Eh Jodełka ciężki temat. Ja bym się chyba po takim czymś nie pozbierała.[emoji20] Ale jesteś silna.Nie wiem.... ale raczej tak bo ostatnio jak byłam w naszym domu to były tam jej ubrania i rzeczy osobiste...