BasiaJulia zdolniacha jesteś

Fajnie Ci wyszły te dekoracje a tort mnie powalił

Najlepszy flaming!
Pytałaś o mleko krowie; z tego co wiem, to najlepsze to jest mleko z folii

Na drugim miejscu butelkowe a najgorsze to z kartonu. My pijemy z kartonu

(hehe, bo ma najdłuższą datę i u nas inaczej by nie zdało egzaminu bo za mało mleka wykorzystujemy w kuchni

)
Lila miło, że się odezwałaś! A to przedszkole w którym będziesz pracować to jest razem z tym żłobkiem gdzie idzie Anastazja? Czy to dwa inne miejsca?
Hope to fajnie, że niedługo się przeniesiecie na swoje. Kiedy mniej więcej planujecie przeprowadzkę?
maamba ja karmię podobnie a moja Natalka poniżej 3 centyla. MM wypija najczęściej ze 160 ml ale czasem nawet 180 wciągnie. Kaszki 160 - 200 ml, obiadku tak 160-180 ml. Czyli je dużo, pewnie więcej niż Twój Filip a chudzina jest. Może czynnik genetyczny.
Iwona35 czyli masz dwójkę lipcowych dzieciaczków

A Nikoś z którego lipca jest? Razem pewnie będą urodziny obchodzić?

A ciekawa jestem jak to jest z pracą jak się dzieci rodzą rok po roku? Jak to z tym macierzyńskim wtedy jest?
Trzymaj się ciepło i zaglądaj jak Ci się chwilę oddechu jakimś cudem uda wygospodarować
nafoczka i jak tam pierwszy dzień w pracy? Super zdjęcie chłopaków

Słodziaki i wyglądają jak aniołeczki
Co do mm, to mi pediatra mówiła że ogólnie mm dziecko musi pić do ukończenia roku. Potem nawet wcale, o ile dostaje wystarczająco dużo nabiału np w twarogach, jogurtach, mięsie. Aczkolwiek ja daję bo to ulubione jedzenie Natalki, jedyne co zjada chętnie bez marudzenia (bo nawet soku tak chętnie nie pije mimo upałów). Teraz przechodzimy na mleko 3. Póki co mieszam 2 z 3, będę dawać coraz mniej 2 a więcej 3 aż przejdziemy zupełnie na 3.
Ogólnie to próbuję wprowadzić zmiany w diecie Natalki. Ona niejadek, dotąd jadła typowo niemowlęce jedzenie, czyli tylko mleko, kaszki z owocami, obiadek ale częściowo miksowany z większymi kawałkami zostawionymi, jogurt z owocami. Teraz zaczynam ją uczyć dorosłego jedzenia. Kupiłam wysokie krzesełko do karmienia i do każdego posiłku (oprócz mm oczywiście) siadamy razem. I daję jej próbować to, to ja jem. Tylko, że ona jest niejadek i wcale nie jest zainteresowana nowym jedzeniem. Na początku próbowałam kanapki z samym masłem. Dawałam kawałki różnej wielkości, od całej kromki (ze skórką i bez), po kwadraciki na raz do buzi. Ona tylko bierze taki kawałek i go trochę ciućka i memla. Odrobinę połknie (odrobinę, czyli może kawałek 2mm x 2mm...) a resztę wyrzuca. A jeśli jej wsadzę prosto do buzi to najczęściej po chwili wypluwa. Daję jej próbować też innych rzeczy np sera żółtego, szyneczki, parówkę, a z obiadu to mięsko, warzywa. Rozkładam jej na blacie od krzesełka do karmienia, tak żeby sobie sama brała. Czasem nawet nie weźmie, a jak juź weźmie to identycznie jak z chlebem - chwilę memle, ciućka i traci zainteresowanie. Jedzeniem to tego nazwac nie można. W zupce jak jej próbowałam trochę większe kawałki dawać to się dławi i wymiotuje. Ona w ogóle przy jedzeniu zupek nie próbuje gryźć tylko automatycznie połyka całą łychę no i przez to może się dławić. Jeśli macie jakieś rady jak ją nauczyć normalnego jedzenia to będę ogromnie wdzięczna. Opiszcie też jak to u was wyglądało/wygląda. Jak słyszę o dzieciach co jak widzą że rodzic coś je to aż się wyrywają to zazdroszczę. Natalka jedzeniem nie jest w ogóle zainteresowana
Przygotowuję też Natalkę do żłobka. Wyznaczyłam sobie trzy cele: 1. wprowadzić normalne jedzenie (dotychczasowe efekty jak wyżej), 2. nauczyć zasypiania samodzielnie w łóżeczku (udało się raz), 3. wprowadzić plan dnia taki jak w żłobku. Plan dnia, tzn mam na myśli głównie godziny posiłków i drzemki. Najgorzej z tą drzemką, bo Natalka chodzi spać o 11:00 a tam jest drzemka o 12:00 i ciężko mi ją przetrzymać. Ale jakoś będę próbować.
Natalka przestała lubić spacery, odkąd pełza to jeżdżenie w wózku jest dla niej nudne i ryk jest przez cały spacer. Nie potrafi też już zasnąć w wózku, więc spacer w porze drzemki odpada (a kiedyś zawsze tak robiłam). Na szczęście mamy lato i wpadłam na pomysł, że będę brała kocyk i rozkładała go na placu zabaw i kładła się na nim z Natalką i zabawkami. I to był strzał w dziesiątkę

Mała jest zachwycona, po pierwsze uwielbia patrzeć na dzieci, po drugie zmiana otoczenia, no i nie jest uwięziona w wózku tylko sobie fika na kocu. I zaczepia dzieci, pokazuje na nie palcem i radośnie pokrzykuje

Polecam tym z was których dzieci też w wózku nie lubią siedzieć a jeszcze nie chodzą na nogach

Z tym że moja Natusia jakoś nie ma potrzeby wychodzenia za koc, na trawę nie chce wchodzić, więc to też warunek żeby się udało, bo jakby dziecko ciągle z koca zwiewało i chciało po całym placu zabaw pełzać to też by nie zdało egzaminu.
Co do rozwoju motorycznego Natalki no to niestety ciągle mocno w tyle jesteśmy. Nadal tylko pełza, nie raczkuje, nie podciąga się do stania, a nawet nie siada, posadzona chwieje się, nie trzyma jeszcze tej pozycji. Zaczęła tylko ostatnio klęczeć i to jakby zastępuje jej siedzenie. Jak chce być chwilę wyżej to robi taki klęk podparty.
Cały czas chodzimy na ćwiczenia (raz w tygodniu), poza tym ćwiczę z nią w domu. Efekty są, widać postępy, robi się coraz silniejsza, ale do nadrobienia mamy nadal dużo.