Znalazłam chwilę więc napiszę więcej co u nas.
Natalka nadal mało waży, martwię się - ok 7300 g. Mało ostatnio przybiera. Lekarze bezsilni heh. Byliśmy z tym u gastrologa i mamy za jakiś czas pojawić się drugi raz i wtedy zapadną jakieś decyzje. Ma nas wysłać też do genetyka, mam nadzieję że on nas uspokoi.
Jeżeli chodzi o rozwój motoryczny to Natalka jest w tyle nadal, ale w ostatnim tygodniu bardzo duże postępy. Dotąd tylko pełzała a w ostatnich kilku dniach postawiła pierwsze kroki raczkujące, usiadła i wytrzymała w tej pozycji i zaczęła się wspinać na nas, tzn nie stojąc na stopach tylko jakby klęcząc tak się prostuje. Potrafi też przepełznąć przez przeszkodę np dość wysoki próg. Podobno raz się wspięła i stanęła na stopach z podporą, ale uwierzę jak zobaczę

Bo to przy mężu było. Dla nas to ogromne postępy w krótkim czasie.
Dostaliśmy się na rehabilitacje na nfz w końcu. Dotąd chodziliśmy prywatnie, tylko raz w tygodniu bo wizyta 100 zł. Na nfz będziemy chodzić 3 razy w tygodniu, w tym raz to zajęcia indywidualne a dwa razy grupowe, więc fajnie, z innymi dzieciaczkami. Idziemy też na jednorazowe konsultacje do logopedy i psychologa, w tym miejscu gdzie chodzimy na rehabilitację to taki standard chyba że do tych specjalistów też wysyłają bo mają ich na miejscu. No ciekawa jestem co powiedzą choć nie jestem oczywiście zdania żeby ona akurat takich konsultacji potrzebowała

Ale skoro mamy to "w pakiecie" to nie zaszkodzi
A co do tego jedzenia o które tak się martwiłam, to też są postępy. Zainteresowała się bardziej jedzeniem, bierze wszystko w rączki co jej daję i próbuje sobie, ale nazwać tę czynność jedzeniem to za dużo powiedziane

Raczej się tym bawi i w życiu by się w ten sposób nie najadła, 80% jedzenia ląduje na podłodze lub w krzesełku do karmienia. Zjada kilka mini-kęsów i to wszystko. A jak dostanie coś twardszego np kabanosa, to odgryza kawałki i wypluwa, bo nie potrafi przeżuć tego. Najwięcej co jej się udało zjeść na raz to 2 frytki

(tak wiem, nie powinniśmy frytek dawać jeszcze, ale byliśmy w restauracji i chcieliśmy ją zająć, a 2 frytki jej zdrowia chyba nie zrujnują, więc wyluzowałam, wakacje są

).
Byliśmy nad morzem na tydzień, wróciliśmy w sobotę. Nie powiem żebym jakoś szczególnie wypoczęła hehe

Bo z małym dzieckiem to wiadomo jaki wypoczynek

Ale spędziliśmy więcej czasu całą rodzinką. Fajnie było. W dodatku w tym miejscu gdzie wynajmowaliśmy pokój był zorganizowany taki pokój zabaw dla dzieci, więc tam zaglądaliśmy czasem i Natalka miała okazję pobawić się ze starszymi dziećmi. Poznała super chłopca 4-letniego, no taki kochany był, tak ją zabawiał - pokazywał książeczki, biegał za nią, klocki z nią układał, tzn on układał a ona burzyła

A na koniec dostała od niego buziaka w policzek
No i najważniejsze - zaczynamy żłobek! W piątek idziemy pierwszy raz, na razie mamy tygodniowy (tzn 5 dni, bo liczą się dni robocze) okres adaptacyjny, czyli ja wchodzę razem z nią. W piątek idziemy na godzinkę i wtedy wszystkiego się dowiem, tzn jak dalej będziemy ją przyzwyczajać no i co tam za rzeczy będą jej potrzebne (bo u nas trzeba mieć np swoją pościel, kubeczek niekapek, pieluchy itd, muszę właśnie listę sporządzić). Cały wrzesień mam na oswojenie jej z tą nowością, bo od października wracam do pracy. I powiem Wam że jakoś póki co nie odczuwam żalu, że będzie chodzić do żłobka, w sumie to bardziej podekscytowanie jakąś zmianą. Ja się do siedzenia w domu po prostu nie nadaję hehe. No i też mam jakieś takie zaufanie do tego żłobka, cieszę się w sumie że jakieś doświadczone w opiece nad dziećmi osoby będą ją obserwować, liczę na to że może nawet jakieś rady będę otrzymywać. W końcu nie będę się tak czuła sama jedna odpowiedzialna za wszystko, tylko będą osoby które pomogą mi uczyć ją nocnika, samodzielnego jedzenia itd. Bo oczywiście jest mąż ale wiadomo że tego typu sprawy to jednak na mojej głowie, tym bardziej że mąż ok 18 wraca z pracy to za dużo czasu dla niej nie ma.
Napiszcie tez co u Was bo tu taka cisza jak nie wiem
