Oj Misia, Misia.... mnie sie tez kiedys marzylo, ale w momencie, kiedy pojawily sie realne nadzieje na spelnienie tych marzen, jakos sie przestraszylam. Mozemy wyprowadzic sie kiedys do domu tesciow, do malenkiej miejscowosci w okolicach Koszalina. Jest las, jezioro, w miare blisko do duzego miasta, ale na tyle daleko, zeby bylo wiejsko i sielsko. Ale, gdy tylko zaczelismy zastanawiac sie na tym bardziej konkretnie, to wyszukalam 10000 powodow, zeby jednak zostac w miescie :-) No moze da sie przekonac za kilka lat, bo ja stara koniara jestem (jezdze od kilkunastu lat, nawet wyczynowo kiedys uprawialam), a obiecal mi moj luby stajnie i koniki :-) No i chyba problemow z praca bym tam nie miala, bo jest podstawowka, w ktorej roblam praktyki studenckie i chyba moglabym sie tam zaczepic. I zyje sie taniej, niz w miescie, ale.... No wlasnie jest mnostwo tych "ale".