Misia, tatuś sie nie broni przed przewijaniem, ale ja i tak wolę wszystko sama robić. Już nawet śpimy w oobnych pokojach, żeby sie do pracy wyspał. Nie przeszkadza mi jak on ją nosi, czy przewija

, ale jakoś nie mogę znieść, jak ktoś inny ma ja na rekach za długo. No nie mogę. Teściowa już mnie wczoraj wkurzyła, przyjechali jak właśnie miałam karmić, musiałam Myszkę przewinąć i w pieluszce miała śluz z krwią. Strasznie się zdenerwowałam a obecność przy tym osób trzecich i dobre rady jeszcze pogorszyły sprawę. Tak się wystraszyłam, że płakałam pół wieczoru. Ale wyczytałam, że taki śluz może sie pojawiać, bo to wpływ hormonów matki.
Z zapakowaną pieluchą próbuję karmić, żeby doładowała, ale zazwyczaj karmię chwilę, dla spokojności i wtedy przewijam. Do końca karmienia z balastem nie dotrwamy. Ale za to w dzień mogę odpocząć-Mała lubi spac po południu, przynajmniej tak było do wczoraj :

.
No i przestaję sobie radzić z nawałem pokarmu

. Chyba niepotrzebnie odciągałam trochę rękoma, żeby piersi nie były takie twarde i organizm odebrał to jako zwiększone potrzeby Dzidzi. Boli, boli i skóra pęka. Mała sie denerwuje, bo nie może chwycić brodawki, a jak się denerwuje, to cały czas chce ssać paluszki i zasłania buzię, wiec nie widzę, czy nie za płytko chwyci brodawkę i tak w kółko.Jestem o krok od wypicia szałwii, ale jeszcze popróbuję. Ile to dni tak może trwać, bo dzisiaj jest czwarty...? LAKTATOR I HERBATKĘ HIPP SCHOWAŁAM GŁĘBOKO.