Dzieci są różne, ale z własnego doświadczenia powiem, że wiele też siedzi w głowach mam. Ja panicznie bałam się podawać małemu kawałki, bałam się, że się zakrztusi, a ja nie będę potrafiła mu pomóc. Wydawało mi się, że sobie nie radzi, a po prostu to ja za bardzo panikowałam i reagowałam za wcześnie wyciągając mu jedzenie z buzi. Teraz oswoiłam się z sytuacją, zaufałam dziecku i oczywiście, jestem przy nim, obserwuje jak je, ale nie boję się już podawać wielu różnych konsystencji i smaków. Staram się proponować mu różnorodne jedzenie, na tyle na ile moje umiejętności kulinarne pozwalają

Też sporo przyprawiam, unikam tylko soli, cukru i miodu. Zakupiłam sobie dwie części alaantkowe blw i szaleje w kuchni ;P Mały zazwyczaj wcina, czasem zje mniej, czasem więcej, a mi sprawia ogromną radość i satysfakcję, że smakuje mu moja kuchnia

A obserwowanie jak uczy się jeść samodzielnie bywa przezabawne
