Carolajna miał być uparty a jest mega słodziutki. Gratulacje! Wracaj szybko do sił.
U mnie było tak. Siedziałam sobie na balkonie i piłam kawkę jak nagle zaczęło mi się robić mokro. Moje podejrzenie ze to wody się sączą, analizowałam to na wszystkie możliwe sposoby a w końcu pomyślałam że to poważna sprawa i pojadę to sprawdzić na IP. Pojechałam, zbadali oglądnęli i powiedzieli że wszystko ok. Położyli pod ktg a tam skurcze od 80 do 100. Wszyscy zaskoczeni a ja nic nie czuję. Konsultowali miedzy sobą, a ze ja byłam na pełnym luzie to wysłali mnie do domu z zastrzeżeniem że jak zaboli to przyjechać. Nad ranem następnego dnia zaczęło boleć jak na okres. Moje nastawienie było takie że jestem w ciąży i na tym etapie może boleć. I tak sobie funkcjonowałam w nieświadomości że to już. Wszyscy mówili o bólu, który od razu się rozpoznaje a ten na mnie większego wrażenia nie zrobił. Po kilku godzinach zaczęłam krwawić. Moja pierwsza myśl - pewnie mnie wczoraj poruszali za bardzo i to dlatego. Ale biorąc pod uwagę że to odpowiedzialność za dzidziusia to postanowiłam jechać jeszcze raz do szpitala. Wykąpałam się, pojadłam i pojechałam. Jak mnie zobaczyli to pamiętali historię z poprzedniego dnia i od razu pod ktg. Dopiero wtedy leżąc spokojnie zorientowałam się że mam regularne skurcze co 5 min. Byłam w szoku bo były całkiem znośne. Żeby było śmiesznie na ktg była prosta linia, nie pokazywało żadnych skurczy. Zostawili mnie na obserwacji i jak skurcze były co 3 min a ktg nic nie pokazywało podali mi oxy bo mieli obawy czy wszystko ok. Potem akcja potoczyła się błyskawicznie.
Końcówka była mało przyjemna ale to już całkiem inna historia z wredną położną. Skończyło się prawie na oficjalnej skardze na personel szpitala.