Dziewczyny u nas dzisiaj przeżyliśmy chwilę grozy. Młody poszedł na pierwszą drzemkę. Ale po 10 minutach słyszę że kaszle i się wierci w łóżeczku. Więc wzięłam go na ręce i zwymiotował, więc go przebrałam a on znowu i to chyba tak z 6 razy, zaczęliśmy się zbierać żeby jechać na sor. Ale on już blady jak ściana i leci mi z rąk, widzę że traci przytomność. Dzwonimy po pogotowie. Przyjechali w sumie po 8 minutach. Powoli zaczął wracać do normalności ale był mega osłabiony. Kazali go obserwować i gdyby nas dalej coś niepokoiło to jechać na sor. Po pół godziny młody znów odzyskał energię i zaczął się bawić więc trochę się uspokoiliśmy. Rano dałam mu zjeść jajko i prawdopodobnie to mu zaszkodziło. Jakiś tydzień temu też po jajku zwymiotował ale myślałam że to z przejedzenia po mleczku. Teraz już wiem że to na pewno jajko mu nie służy i na razie póki co już mu nie dam. Mam nadzieję że już będzie ok. To co przeżyłam to masakra