Chyba juz mi przeszedl szok (nie bol) to moge Wam opisac jak wczoraj poszlo.
Cale te podwiazanie jajnikow a wlasciwie to nie podwiazanie tylko wprowadzaja takie 2 preciki w jajniki i twoje wlasne cialo sprawia, ze w 3 miesiace one zarastaja i juz nigdy nie mozna miec dzieci. No wiec to tak fajnie wygladalo na ulotce, jak lekarz mowil, jak sprawdzalam internet.
Taaa...
Pojechalismy tam rano ale M musial zostac z Martinkiem w poczekalni (ile bym dala zeby byl tam ze mna). Na poczatku OK: poszlam do gabinetu, dali mi zastrzyk znieczulajacy w tylek i glupiego jasia do polkniecia. A na ulotce pisalo, ze zabieg jest bezbolesny i nie daje sie znieczulenia.
No ale pamietajac swoj porod jak daja znieczulenie to biore.
Juz bylam zdenerwowana, w nocy spac nie moglam i nic jesc bo wiecie no jednak to duza decyzja. A tu kazali mi przejsc do innego pokoju a tam normalnie sala szpitalna i oni mnie zaczeli przygotowywac jak do cesarki!
Wtedy juz sie wystraszylam na dobre, okryli mnie cala przescieradlami, spryskali jodyna, no i zeszli sie: lekarz, pielegniarka, pomocnica lekarza i babka z firmy, ktora to produkuje (ona przywiozla ten zestaw i sama go osobiscie musiala otworzyc).
Jejku nie bede juz Wam tak dokladnie opisywac ale bolalo jak cholera, wprowadzal mi jakies przewody i jak robil zastrzyk nie wiem w kazdy jajnik?
Myslalam, ze to qurwa juz a on dopiero"znieczuli". Pozniej jak mi to wprowadzal to myslalam, ze zejde i na koniec kamere zeby zobaczyc czy wszystko dobrze usadowione. No masakra.
Patrzalam tylko zeby jak najszybciej wyjsc z gabinetu i ledwo drzwi zamknelam to sie tak poryczalam. W samochodzie sie zwijalam z bolu, jak najgorszy okres normalnie. Biedny M od razu podjechal po jakies tableki przeciwbolowe.
Gdybym wiedziala jak to bedzie NAPRAWDE wygladac to chyba bym zostala przy Depo Proverze do menopauzy.
A pozniej w domu to normalnie jakbym byla po porodzie. Lezalam obolala, splakana w lozku; M mi zostawil tylko butelki, termos z ciepla woda, pieluchy, chusteczki i jedzenie przy lozku.
Oczywiscie Misiek sie obesral i lozko i mnie a pozniej jeszcze naulewal. Nie mialam sily isc mu po ciuchy to sie rozebralismy i tak lezelismy 2 golasy pod koldra w tych zygach i kupach.
Ale przynajmniej Misiek dobrze spal.
Dobrze, ze mozna zarcie zamawiac przez internet to M odebral i przynajmniej obiad byl. Dzisiaj musze ten syf posprzatac (po 1 dniu!).
No ale juz po wszystkim, juz mam to za soba i nigdy nie bede musiala przechodzic przez porod.
Czuje sie psychicznie lepiej, z M juz zupelnie dobrze. Mam tutaj tylko jego, on jest moim mezem, tata, przyjacielem, moim wszystkim i nie moge tak daleko byc od niego.