Jedna mnie rzecz dziś ucieszyła.

A mianowicie komoda dla małego. Wreszcie będę miała gdzie ciuszki trzymać. W przyszłym tygodniu zacznę pranie. Kiedy poprasuję, to nie wiem

Ale ważne, że będzie poprane tak jak lubię. A poprasować... zawsze ktoś poprasuje w razie gdybym za długo zwlekała.
Z rzeczy trudnych... :-( Z Moim jesteśmy w plecy ok. 15 tys. Nie chcą mu w obecnej pracy (już prawie byłej pracy) zaplacić za dodatkową pracę :-( Więc wychodzi, że robił dodatkowe projekty za darmo :-( Z częścią zaleglości zalegają od prawie roku. Część wyszarpał, było z czego wózek kupić. Ciągle były obiecanki, że kasa będzie, że trzeba tylko poczekać... A tu dziś się okazuje, że taki kupa z tym :-( Chłop mi się załamał. Ciężko go pocieszyć, bo jego wkurza praca za darmo, a mnie też, bo widziałam, ile go ta praca kosztowała wysiłku. I to jeszcze, że w domu pracował, a nie że w ramach godzin pracy. Do zaległości, ale na 10000% nieodzyskiwalnych dochodzi dodatkowe 15 tys. za pracę prywatną z sierpnia, nie dostał ni grosza. Więc kurde dół finansowy. A perspektywy pracy w przyszłym roku....

Ja go wspieram i mówię, że jak chce spróbować z własną firmą, skorzystać z dotacji unijnych, to niech próbuje, niech pociągnie firme z pół roku i zobaczy, jak mu idzie. Żeby potem nie żałować, że się nie spróbowało. A w przypadku kiedy nie będzie firma zarabiała, to pójdzie gdzies do pracy. Choć między nami mówiąc, wolałabym gdyby pracowal na etat, to pewniejsze, bo świadczenia i zawsze spokojniej jakoś. Ale mu nie zabronię działania na własną rękę. Nie chcę, żeby potem żalować, że nie podjął takiego wyzwania.
Tylko że... boję się jak sobie poradzimy. Pewnie będę musiała wracać do pracy po macierzyńskim i urlopie wypoczynkowym :-( Myślałam, że posiedzę z synem w domu, odchowam trochę. A tak co? chyba że uda się znaleźć państwowy żłobek... na opiekunkę nas stać nie będzie. Moja mama ciągle pracuje. Mojemu ojcu dziecka nie powierzę, a jesli już, to Mój się nie zgodzi na to. Teściowa? dorabia ciągle (ciężka praca za marne grosze), zresztą mieszkają daleko, a ja dziecka nie odeślę do niej, żeby je chowała, zresztą... z kolei jej to ja nie powierzę dziecka. Nie mam zaufania do niej, że będzie trzymała się naszych zasad wychowania. Zresztą... to nerwowa osoba, jest niespokojna, panikuje, przesadza... bierze specyficzny lek - pramolan - z moich i Mojego obserwacji... niestety nie jest to specyfik dla niej dobrze dobrany, nie działa na nią, bo objawy ciężkiej nerwicy jak miała, tak ma. O matko... mam doła z powodów finansowych. Jakoś pewnie i tak sobie damy radę. Tylko ta niepewność jest najgorsza :-(
A poza tym, jak już część z Was pisała (i ja tez nie raz

) nic mi się nie chce... Mam totalnego lenia. I syndrom wicia gniazda jest mi baaardzo odlegly. Już ten ciążowy objaw

dopadł mi chłopa a nie mnie. To on się bierze do ogarniania, porządkowania, układania. Trochę mnie to dopinguje aczkolwiek niechętnie. Bo on coś zacznie robić, ale nie sprzątnie po tym, a ja potem pełznę z mozołem, bo nie mam sił, i to kończę sprzątać po swojemu. Np w zeszłym tygodniu 3 półeczki przykręcał w kuchni. A zabrudził przy tym: lodówkę, kolo lodówki, szafkę nad lodówką. I ja to sprzątałam po 22 przez jakies 2 godziny, bo jak już, to od razu dokładnie, bo za miesiąc już zupełnie nie dam rady.
Nasmęciłam strasznie, ale mam taki humor, że aż żal
