reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

  • Weź udział w konkursie i wygraj laktator SmartSense i wyprawkę dla mamy 💖 Kliknij Do wygrania super nagrody, które ułatwią codzienne życie rodziców.

    Wygraj grę z serii Słonik Balonik dla maluszka 💖 Wchodź Zadanie jest proste. Działaj i wygrywaj

reklama

Maj 2012

Witajcie,
my od wczoraj z R. mamy kryzys małżeński, tzn chyba tylko w moim mniemaniu. Nie potrafimy dojść do porozumienia i podejrzewam, ze nie dojdziemy, dziś do mnie dostarło, jak różne mamy poglądy na nasze małżeństwo i rodzicielstwo, diametralnie różne. Jestem przerażona. Dobrze, że mam Ninię, Jej jeden uśmiech wynagradza wszystkie przykrości.
 
reklama
Hej kryzysowe i niekryzysowe laski,

Dziecko dużo zmienia, też zauważyłam. Tak bardzo byłam przejęta rolą mamy, że jakoś nie widziałam tego, żę Leszek jest tatą i oczekiwałam od niego zachowań takich jak moje - np. noszenie na rękach bo dziecko marudzi. Ja nosiłam, po kilku minutach padałam, bo plecy mam okropne i chciałam, żeby mnie zastąpił. No ale on nie widział w tym sensu, no to foch. Przeszło juz mi to jak zrozumiałam kilka rzeczy:

dziecko będzie marudzić, nic innego nie umie, wyrośnie z tego - moje już wyrasta

jak dziecko ma sucho, jest najedzone, jest bezpieczne, jest na rękach u mamy czy taty - nie trzeba z nim chodzic, lulać go, uspokoi się samo, trzeba dać mu czas i być cierpliwym. Ja się denerwowałam, lulałam, chodziłam - padałam na nos, dziecko czuło moje zdenerwowanie i darło się coraz bardziej. Leszek trzymał spokojnie blisko siebie i darło się coraz mniej, aż całkiem się uspakajało. Ale weź wytrzymaj bez ruchu to jak płacze - było cięzko się nauczyć.

Nikt nie da mi medalu za to, że nie wykapię się przez tydzień, nie zjem jak człowiek, zapuszczę mieszkanie, oleję swojego faceta bo mam dziecko. Medale dostanę (od siebie samej) jak będę miała dziecko i nie zapomnę o swoich potrzebach, zwłaszcza tych podstawowoych. Dziecku można włączyć karuzelę, albo po prostu pozwolić się wypłakać. Wbrew pozorom to mu pomoże, bo nauczy się, że zostając same sobie ma się wyciszyć - i się wycisza, po któryms tam razie, też nie zawsze - ale próbuję - czasami działa.


Dopiero jak to zrozumiałam to przestałam mieć jakieś żale do Leszka, że nie zaharowuje się tak jak ja opiekując się dzieckiem, tylko bierze go na kanapę i ogląda tv, a nie biega, skacze, tańczy, lula, cyca daje i co tam tylko jeszcze można, byleby nie dopuścić do sytuacji, w której dziecko zapłacze. Miałam tak, że jak leszek brał małego to ja zamiast iść spać czy się kapać, czy obejrzeć coś - to wisiałam nad nimi sprawdzając minę młodego co chwilę, albo brałam się za gary, sprzatanie, pranie... Teraz robię coś dla siebie, czyli najczęściej po prostu nic - odpoczywam. A Leszek umie pozmywać, poodkurzać, podłogi pomyć, pranie zrobić, powiesić, pozbierać... Musze mu tylko dac szansę i uwierzyć, że zrobi to równie dobrze jak ja (guzik prawda, ja robię to lepiej, ale czy to sa jakieś mistrzostwa??).

A naprawdę - pierwszy miesiąc miałam koszmarny - mimo tego, że mały spał całe noce chodziłam jak zombi - skądś mi się wzięło przekonanie, że MUSZĘ być matką polką ideealną, do tego perfekcyjną panią domu za to zupełnie nie muszę dbac o własny związek. Jak wyrównałam priorytety to jest super i Leszek chętnie się garnie do różnych rzeczy w domu, bo nie boi się juz moich krytycznych spojrzeń czy pytań kolejny juz raz, jakiej szmaty uzył do podłogi (raz umył panele Sidoluksem ścierką z mikrofibry do mycia okien). Potrafimy teraz siedzieć na kanapie, mały z nami popłakuje sobie, a my po prostu spokojnie sobie rozmawiamy, tulimy potomka i on się szybko uspokaja - serio, duzo gorzej było jak ja z nim skakałam robiąc jednocześnie wyrzuty Leszkowi, że on nie skacze z nami...


Dziecko dużo zmienia, widzę to. Ja poleciałam ze swoim rodzicielstwem w kosmos i dopiero teraz zorbitowałam gdzies bliżej ziemii, natomiast Leszek mi obiecał, że zawsze jak poprosze by uspokoił małego, bo nie będę mogła jednak słuchac jak płacze to to zrobi - i robi. Najśmieszniejsze jest to, że mały sam się zmienił - mało płacze, polubił smoczka, dorósł po prostu:)
 
Flaurka- masz 100% racji. Ja jak Mała śpi to też staram się mieć czas dla siebie. Obejrzę ulubiony serial, posiedzę na forum, zajmę się gotowaniem (nie z konieczności ale dlatego, że lubię). I co z tego, że podłoga czasem nie odkurzona? Dziecko leży w łóżeczku i podłoga na tym etapie jest mu obojętna. Za to zmęczona mama już nie. Wczorajszy kryzys był chwilowym załamaniem. Laktacja jest i ma się dobrze, z W. trochę gorzej i chyba czeka nas cichy weekend ale mówi się trudno. Jakoś to przetrwamy.
A teraz grzecznie biorę się za robotę, bo i obiad muszę zrobić i mieszkanie ogarnąć. Inaczej- nie muszę, mogę to zostawić ale samo się nie zrobi, ja coś jeść muszę no i mam pacjentów dzisiaj więc i ogarnąć by wypadało. Ale humor już zdecydowanie lepszy i chęci do życia więcej. Więc zacznę ten weekend z uśmiechem na twarzy.
 
Ilona współczuje przezyć:( no ale teraz musi byc juz tylko lepiej !


annete cos o tym wiem.. ale prawda jest taka,że często rodzice się kłócą bo są zmeczeni przez maluszka i życie tez nagle sie zmienia.. Ja np. jestem bardziej nerwowa ostatnio i chyba nie ma dnia żebym sie nie kłóciła z moim S ;(
 
Witam,
nawet nie pamiętam ile razy w nocy wstawałam na cycanie. Teraz cwaniaczek wraz z tatą dosypia, a ja dotrzymuję towarzystwa Lence i ogarniam pocztę. Zaraz się ubierzemy i idziemy do piekarni.

ilona - współczuję i mam nadzieję, że już nic więcej Was nie dopadnie.

Mysio - sikasz raz na dobę? A nie przesadzasz czasem z opieką nad małym? Jak Ci się sikać chcesz to dziecko w bujaczek/wózek/łóżeczko i idziesz. A co do chłopa to słów brak.. wygląda na to, że ja mojego powinnam na rękach nosić, bo nawet w nocy wstaje, by mi Maćka do karmienia podać.

Miłego weekendu!
 
Ogólnie to nie przesadzam :p tylko mały jest tak ruchliwy że:
bujaczek-> pasy nie wytrzymują
łóżeczko-> ma taką pożal się Boże szmatę która się ledwo trzyma, że najnormalniej się boję bo już raz było niebezpiecznie
wózek-> jest w piwnicy
nasze łóżko-> po 5 minutach mały już leży przy krawędzi.

Stwierdzam że muszę chyba zacząć go wiązać bo to co on wyprawia jest nieprawdopodobne, moja mama dopiero jak zobaczyła co on wyprawia to uwierzyła. W tym tygodniu będę kupowała jakieś cudo na podłogę żeby mógł leżeć, z niej się raczej nie sturla :p
A dwa piętra niżej gdzie mogę go położyć to lata kot i pies które nie za bardzo ogarniają rzeczywistość i biegają wszedzie i po wszystkim (już raz też po Gabrysiu też zrobiły maraton) I nic nie mogę zrobić bo na razie mieszkam u teściów a im nic nie przeszkadza a zwłaszcza jak pies kładzie się na małego ( ja wiem że to oznaka dominacji a dla nich to słodkie)

Jadę do miasta :) wracam wieczorem bo ma już dość tej klitki 2x3 którą zajmujemy w 3 osoby z calym wyposażeniem :/ Kurw.... mmnie strzela.


Laski Trzymcie się :***********************
 
A ze mnie taka wyrodna matka,że nie raz idę do wc zostawiając Młodego płaczącego,nic mu nie będzie jak chwilkę popłacze. Za to zazwyczaj córka idzie ze mną do łazienki bo zostawienie Adaśka z nią w jednym pomieszczeniu to niekoniecznie dobry pomysł. Ona ostatnio wszystkiego próbuje-ostatnio jak myłam gary to ona mu ze swojego kubka sok próbowała dać,z plastikową łyżeczką co chwilę do niego podbiega i chce mu ją do buźki wpychać.

I ja podpisuję się rękoma i nogami pod postem Flaurki :) Pojawienie się dziecka zmienia wszystko,cały dotychczasowy świat wywraca sie do góry nogami. Nic juz nie jest i nigdy nie bedzie takie jak przed narodzinami dzieciaczka.
My z TŻtem też przechodziliśmy kryzys jak pojawiła się Nati. Też poleciałam za bardzo z macierzyństwem,rola matki pochłoneła mnie tak bardzo,ze Sławek poczuł się totalnie odrzucony. Usłysząłam od niego po kilku tyg,że przestałam kompletnie go zauważać,że jest mu źle jak słyszy codzień jak mówię do małej,ze ją kocham najbardziej na świecie podczas gdy do niego takie słowa zaczełam wypowiadać coraz rzadziej. Też na początkiu wydwało mi się,że to moje metodu uspokajania,zabawiania,wychowywania są jedyne słuszne a tymczasem on w roli ojca mimo,że tez był jak ja nowicjuszem sprawdza się rewelacyjnie. Były u nas identyczne akcje jak pisała Flaurka,ja chodziłam i bujałam na rękach Nataszkę,płakałam razem z nią,jej nic nie pomagało,on brał na ręce,przytulał i albo stał w miejscu albo siadał lub kładł sie-też ******* wtedy dostawałam-ale po czasie zrozumiałam,ze ona tak czy tak płacze.
Mielismy kryzys,to ja musiałam wtedy zrozumieć,że on tez się liczy,że świat nie konczy się tylko na dziecku,że jego,nasze potrzeby też są ważne,że on też potzrebuje byc zauważony,doceniony,brany pod uwagę jako pełnoprawny opiekun który może mieć zadnie inne od mojego. Długie rozmowy wtedy odbywaliśmy i się udało-zaczeliśmy się cieszyć się sobą i owocem naszej miłości,Nati przestala nagle być przedmiotem kłótni i nieporozumien a stała się obiektem wspólnej radosci i szczęscia.
Teraz jak urodził się Adaśko to jest inaczej,wcale nie łatwoej bo mając niemowlaka w domu i 1,5 roczną rozrabiakę to jest kosmos ale teraz już od początku byliśmy mądrzejsi o doświadczenia i ogarniamy wszystko myślę,że dobrze.
Ja sprzątam co drugi dzień jak dzieciaki idą spać,w pozostałe dni kładę się na kanape z książką,z laptopem lub pilotem od tv,nawet jak zabawki się walają wszędzie,że trudno jest przejść-ja tez potrzebuję odrobiny odpoczynku a sprzątanie nie zając. Jak TŻ wraca do domu to ja biorę laptopa ide do łazienki i leżąc w wannie oglądam jakiś film czy serial.
 
Ostatnia edycja:
Flaurka, Joasia zgadzam się z Wami ale sama nie potrafię tego zastosować w swoim życiu. Jestem mamą po raz drugi i chyba drugi raz popełniam te same błędy. Zaraz po urodzeniu Oli było super między mną a W (tak jak i po urodzeniu Mateusza) a teraz chyba znów wszystko popsułam, tak jak na początku W mi pomagał tak teraz widzę, że się odsunął, najchętniej znikałby z domu, odnoszę wrażenie, że się męczy. Najgorsze, że on z tych którzy nie lubią poważnych rozmów i jak próbuję z nim porozmawiać to mnie zbywa i komentuje, że szukam problemów:( Źle mi z tym wszystkim, nie tak miało być....
Dziś zabrał Mateusza na wycieczkę za miasto i wiecie co ( wiem, że zabrzmi to okropnie) ale cieszę się, że ich nie ma. Jestem sama z Oleńką i tak mi dobrze. Ale ze mnie wyrodna matka i żona....
 
reklama
Mysio - w matę edukacyjną zainwestuj i niech po podłodze pełza. Nigdzie nie ucieknie i nie spadnie.


Uwielbiam tą ciszę w domu, która panuje gdy Lena z Maćkiem się zgrają i śpią o jednej porze:)
Spadam prasować, bleee..:baffled:
 
Do góry