My po ciężkim, marudnym i wyjącym poranku zaliczyłyśmy 2 spacery. Ula oba ładnie przespała. teraz leży na kocyku i bawi się zabawkami i widzę, że leżąc na brzuszku próbuje "wypchnąć" dupkę do góry. Całkiem nieźle jej to idzie. Ma dzisiaj skarpetki z abs-em to jej nawet ciutkę pomagają ;-)
Ogólnie to zaliczamy właśnie skok rozwojowy a co za tym idzie problemy z dystrybucją mleka ale myślę, że będzie dobrze. Nocne problemy ze spaniem też pod skok podciągam, bo trzydniówka już za nami, wysypka prawie zniknęła, drugi ząbek nie idzie (albo znowu o tym nie wiem).
Co do picia to my dalej na cycu ale od czasu do czasu dostaje herbatkę. Wypija różnie- czasem w ciągu dnia 100 ml a czasem tylko 40.
Dzwoniłam dzisiaj do pracy i wracam 6 grudnia, no chyba że dosięgnie nas żłobkowy kataklizm i Ula będzie częściej chora w domu niż zdrowa w żłobku. Fajne jest natomiast to, ze wracając do pracy popracuję 12 dni i będę miała znowu 1,5 tygodnia wolnego.
Tak o tym piciu było i naszła mnie ochota na herbatkę z cytryną i miodem. Lecę do kuchni
Ogólnie to zaliczamy właśnie skok rozwojowy a co za tym idzie problemy z dystrybucją mleka ale myślę, że będzie dobrze. Nocne problemy ze spaniem też pod skok podciągam, bo trzydniówka już za nami, wysypka prawie zniknęła, drugi ząbek nie idzie (albo znowu o tym nie wiem).
Co do picia to my dalej na cycu ale od czasu do czasu dostaje herbatkę. Wypija różnie- czasem w ciągu dnia 100 ml a czasem tylko 40.
Dzwoniłam dzisiaj do pracy i wracam 6 grudnia, no chyba że dosięgnie nas żłobkowy kataklizm i Ula będzie częściej chora w domu niż zdrowa w żłobku. Fajne jest natomiast to, ze wracając do pracy popracuję 12 dni i będę miała znowu 1,5 tygodnia wolnego.
Tak o tym piciu było i naszła mnie ochota na herbatkę z cytryną i miodem. Lecę do kuchni

Ale puki mały to nie chcę go psuc - za duzo się naogladalam Amelii, jego siostry - na obiad nic nie zje, nad plasterkiem ogórka placze dwie godziny ale nie zje, a slodkie je jak malpa kit - i sama sobie bierze, trzeba pilnowac normalnie jak zapalek. Ona jak ja zapytasz co zje na obiad to ma stala odpowiedź: placki (ziemniaczane z cukrem), frytki (ziemniaki smazone w oleju) albo zapiekanki - czyli chleb z serem. I ona tak jada - inne rzeczy ja brzydzą - a miedzy posilkami tony slodyczy by mogła jeść. No a ze Leszek jest klasycznym przykladem weekendowego tatusia to zawsze jej cos "dobrego" kupi. I czutam te sklady tych dziecięcych slodyczy i "jogurtow" i obiecuje sobie, że nie dam tego Młodemu. A zeby było smiesznie, to jak kupię mrozone truskawki i zmiksuje z jogurtem naturalnym to ona to uwielbia - woli niz slodycze.
)