Cześć dziewczyny. Melduję sie po tragicznym dniu. Wciąż jeszcze w szpitalu. Młody ma problemy z płytkami krwi i zostawiają nas na obserwację.
A akcja dzisiaj zaczęła się już przy pierwszym porannym karmieniu, coś koło 7. Przyleciała położna że ona musi krew pobrać, już natychmiast i musiałam na siłę młodego od cycka odciągnąć. Po 30 min ta sama położna,żew próbce krwi był skrzep i ona musi drugi raz pobrać. Młody już był nakarmiony więc dałam. Nie mija 10 min od pobrania, przylatuje pinda znowu i mówi zew laboratorium próbówki się nie podobają i znowu muszą pobrać. serce mi sie kraje bo na tych malutkich raczkach juz tylko dziury po w kłuciach, ale co robić, morfologia jest ważna. Ale jak po kolejnych 10 min znowu przyszła, tym razem inna położna to już wyjechałam do niej, że dziecka nie dam. Noż kur... ile razy można krew pobierać!!! Do zwykłej morfologii.. jakim konowałem trzeba być ze znieczulicą, żeby tak dziecko maltretować. Potem już poszło lawinowo. Jak tylko młodego przystawiłam to albo obchód (jeden, drugi) albo badanie albo ważenie. Dziecko mi się tak zestresowało ze cycka to już teraz z ust nie wypuszcza a śpi max 15 min i budzi się z płaczem. Ciężka noc nas czeka a jutro znowu morfologia...
Być może następny wpis zrobię już z kryminału bo jak znów odwalą taki nr to kogoś zamorduję jak nic!