Nati, bardzo mi się zrobiło smutno po przeczytaniu postu o Twojej Mamie. Potrafię się domyślić, co czujesz, bo moja Mama także nie żyje. Choć nie ma Jej już prawie od 10 lat (w Sylwestra będzie 10. rocznica), to nadal odczuwam Jej brak bardzo mocno i myślę, że nie trzeba z tym uczuciem walczyć. Co z tego, że doskonale potrafię sobie wytłumaczyć, że Ona już nie cierpi (zmarła na raka płuc), kiedy i tak każdy Sylwester jest dla mnie w sumie smutnym dniem i zawsze muszę się wtedy popłakać... a na co dzień gdy myślę o Mamie, o tym jak bardzo kochałaby Maksia i drugie wnuczątko, jak młodo umarła... robi mi się bardzo smutno. Ale powiem Ci, że zawsze ale to absolutnie zawsze gdy poproszę Mamę o pomoc - ta pomoc nadchodzi i czuję Jej obecność przy nas, to naprawdę niesamowite uczucie. Trzymaj się cieplutko, kochana!!
Wczoraj byłam u gina i robiliśmy usg, wiek ciąży zgadza się z ostatnią miesiączką, dzidzia ma 27mm, a serduszko bije 176 razy na minutę. Tak więc na razie wszystko ok. Usg było bardzo pobieżne, a w pierwszej ciąży gdy robiłam usg na dokładnie tym samym etapie, dostałam bardzo szczegółowy opis - myślę, że wynika to z różnicy w jakości sprzętu u obu lekarzy, więc usg między 11 a 14 tygodniem zrobię u tego lekarza, co wtedy robiłam.
Ale powiem Wam, że jakoś nie mam siły się tak bardzo cieszyć jak pierwszą ciążą, raczej mam obawy jak sobie poradzę ze wszystkim. Jest to także spowodowane tym, że mój M będzie prawdopodobnie miał wtedy nową pracę a wiadomo jak jest w nowej pracy jeżeli chodzi o wzięcie urlopu aby pomóc żonie hehe :-( poza tym wyprowadzamy się z Piły do której się przyzwyczaiłam i jest mi tu dobrze i prawdopodobnie niestety będziemy mieszkać z teściami (wprawdzie na osobnym piętrze w domu, ale co z tego kiedy moja teściowa wie lepiej nawet to jak się robi sałatkę z pomidorów oraz ile powinnam jeść, a także w co ubierać dziecko itp.). Ta perspektywa i świadomość że będę zmuszona korzystać z jej pomocy, chociaż ona niekoniecznie lubi małe dzieci a z wnucząt kocha chyba tylko syna mojego M z pierwszego małżeństwa co otwarcie okazuje.... to mnie po prostu przytłacza i dobija. Powiem tak - gdyby była moja Mama, patrzyłabym na to wszystko dokładnie odwrotnie ciesząc się że mogę być bliżej Niej, pogadać z Nią, poprosić o pomoc.... a tak to po prostu kiszka. Co z tego że M też nie chce mieszkać z rodzicami i mamy budować dom, no ale to przecież potrwa ze 2 lata (mamy ziemię ale nawet za projektem się nie rozglądalismy ani nic w ogóle)...
Moja wielka nadzieja że M znajdzie pracę znów w innym mieście i będę z dala od różnych problemów do których wcale to a wcale nie chcę wracać. Wtedy wynajmę na jakiś czas do kogoś do pomocy w domu i od razu będzie lepiej.
No to się wyżaliłam, a teraz idę trochę popracować oraz dać jeść M oraz babci, którzy dziś wyjeżdżają. M mnie wnerwił, więc jest mi średnio przykro, że nie będzie go aż do poniedziałku wieczorem.
Buziaki dla majóweczek. Aha gin mi też kazał brac witaminy ale ja poczekam do konca 3. miesiąca bo czytałam że nadmiar witamin na tym etapie ciąży może być szkodliwy dla dzidzi.