Jejku dziewczynki jak ja się dzisiaj zdenerwowałam.
Mąż pojechał po łóżweczko, cena była ustalona, a oni chcieli od męża o 65 zł więcej wyciągnąć i gdyby nie ja borutę zrobiłam przez telefon


to mężowi by wcisneli je, bo on się nie orientował ile za nie mieliśmy dać.
Tak sie wkurzyłam że dzidzia która cały dzień nie chciała się ruszać, nagle zaczeła wierzgać,
Ależ naciągacze, a baba która przyjmowała odemnie zamówienie i z nią ustalałam cenę, wyłaczyła się bo powiedziała że nie będzie ze mną dyskutować. No więc zadzwoniłam jeszcze raz, poprosiłam z kierownikiem, a młody łepek który mówił że jest jego synem nie chciał mnie z nim połączyć i wogóle ze mna rozmawiać, co za bezczelność. Puściłam litanię i wiece co mąz wrócił z łóżeczkiem po takiej cenie na jaką się umówiliśmy przy zamawianiu. Na szczęście bo jak nie to bym im zawiozła z powrotem je i kazała oddać pieniądze.


Zrobiłam zdjęcia nieszczęsnego łóżeczka jest na odpowiednim wątku;-)