Dziubek - gratuluje córci! No i całkiem fajowej sytuacji z szyjką!
Łania - dobrze, że mąż już uświadomiony. Mój do szkoły rodzenia chodził prawie na każde zajęcia i nawet się udzielał. Pamiętam jak na zajęciach z lalkami z przejęciem trenował kąpiel bobasa, a kiedy skończył powiedział mi, że już nie może się doczekać kiedy wykąpie Mieszka. I rzeczywiście od pierwszego dnia kiedy wróciliśmy ze szpitala to on głównie kąpie małego - właściwie tak jest do dzisiaj.
Decyzję co do obecności przy porodzie pozostawiłam jemu, ale nie ukrywałam, że chciałabym żeby był. Zdecydował się, żeby rodzic razem ze mną i mówi dziś, że to wspaniałe przeżycie. Na sali porodowej odwracał moją uwagę od dolegliwości bo zachowywał się czasem rozbrajająco (wszystkiego musiał dotknąć, obejrzeć - urządzenie KTG, robił sie głodny, albo zachciało mu się do ubikacji) a czasami ujmująco (kiedy omdlewałam między skurczami cały czas mnie podtrzymywał, lub kiedy parłam mogłam się na nim wesprzeć) no i po wszystkim, kiedy mnie zszywali on cały czas miał maluszka na oku.
Teraz nie wyobraża sobie, żeby mogło go zabraknąć na sali porodowej - i ja też nie!
Mam nadzieje, że jeśli Twój mąż zdecyduje się na wspólny poród będziecie mieli równie miłe wspomnienia co my.