No ja to do pierwszego porodu pół chałupy zabrałam [emoji23] w dodatky każdy zestaw w dwóch rozmiarach 56 i 62. Wielka torba turystyczna, torba do porodu i torba dla malucha po porodzie. Sama tego nie dałam rady podnieść. A żeby było zabawniej dwa tygodnie przed porodem leżałam na patologii i mąż był codziennie u mnie po pracy, więc na spokojnie mógł dowozić na bierząco. Teraz to wiem. Poza tym szafki nie zawsze są wolne. Ja miałam np na patologii tylko stoliczek z szafeczką wielkości mikrofalówki. A torby leżały pod łóżkiem - co jest debilnie nieodpowiedzialne i ochrzaniały mnie pielęgniarki, salowe, aż w końcu uznaliżmy z mężem, że te do porodu i po będą czekać jednak w aucie. Teraz wiem, żeby brać jak najmniej, to nie rewia mody, nikt tam się nie pindruje, bez względy ile poleżysz, szczególnie nie wiesz tego jak trafisz najpierw na patologie - i tak muszą Ci przywozić rzeczy, brać do prania brudne. Co innego jak będziecie leżały w innym mieście, gdzie mieszkacie czy nie ma kto Was odwiedzać. Leżałam z taką dziewczyną po porodzie, miała niespodziewaną cesarkę, przywieźli ją dosłowie bez niczego. Miała tylko męża, który był akurat w delegacji. Szpital stanął na wysokości zadania, dali jej i dziecku rzeczy, pieluszki itd. A że byłyśmy na salu w trzy to każda jej coś tam dała od siebie i jakoś ogarnełyśmy. Także nawet bez niczego, awaryjnie rodząc, jest to do przejścia.