Cześć dziewczyny. Dopiero dzisiaj znalazłam te forum i postanowiłam dołączyć. Jestem przyszłą mamą pierwszego dziecka (córki), która obecnie jest w 29tc+4. Termin porodu mam na 17.05, ale rodzę przez cc, więc pewnie będzie wcześniej.
W 25tc+4, czyli równo cztery tygodnie temu trafiłam do szpitala z silnym bólem krocza. Pani doktor, która mnie przyjmowała nic mi nie powiedziała na jakiej podstawie zostałam przyjęta. Później jakiś lekarz nastraszył mnie, że skraca mi się szyjka macicy. Mierzył mi ją, ale nawet nie powiedział jaką ma długość! Nic nie szło się od niego dowiedzieć. Później rozmawiałam z ordynatorem to spytał mnie tylko na jakiej podstawie tamten mi tak powiedział skoro nie miał długości szyjki z poprzednich badań i obiecał we wtorek, że zrobi mi kolejne usg żeby raz jeszcze zmierzyć szyjkę, ale tylko na obiecankach się skończyło, a w czwartek "w stanie ogólnym dobrym pacjentka została wypisana do domu", więc w piątek od razu poszłam do swojego ginekologa, który zmierzył mi szyjkę i ta miała 3,5cm długości. Po dwóch tygodniach u niego byłam i długość się nie zmieniła, co nie zmienia faktu, że ból krocza mi czasami doskwiera, ale delikatny, bo wtedy tak bolało, że nawet nie dałam rady chodzić. Dostałam no-spe i luteine po wyjściu ze szpitala i tak sobie już miesiąc przyjmuję. Oczywiście oszczędny tryb życia z zaleceń, czyli całymi dniami praktycznie leżę, wszystkie obowiązki przejął mąż, któremu też bardzo zależy żeby córcia urodziła się w terminie zdrowa. Czy któraś z was miała może podobnie?
