Mama, czy tata, siedzący z dzieckiem w domu nie są leniami bo nie pracują zawodowo, to nie o to chodzi. Ja też uważam, że zajmowanie się dziecmi to bardzo ciężka praca (choc niesamowicie przyjemna

), ale mój M.jest leniem bo idzie w życiu po najmniejszej linii oporu. nie robi nic żeby było w życiu lepiej, unika rozmów, robi tak, żeby to jemu było wygodnie. przykład - teściowa zaczęła się pojawiac jak M. chce poczytac książkę, czy pobiegac...wcześniej, jak ja siedziałam z Małą to pojawiła się z 5 razy i to wcale nie po to żeby mi pomóc...
co do sprzątania, to odkurzy, ale to ja piorę, prasuję, sprzątam po Małej jak pójdzie spac.
chciałabym, żeby poszukał pracy, bo on ma większe możliwości niż ja i może znaleźc lepiej płatną posadę niż ja. ale jemu się nie chce.... bo po co...jak czegoś będzie brakowac to mamusia mu da...
zdaję sobie sprawe, że najłatwiej jest odejśc, ale z drugiej strony próbowałam już tylu rzeczy żeby było lepiej, ale do tanga trzeba dwojga, a ja chcę byc szczęśliwą kobietą. jestem bardzo szczęśliwą mamą, ale nie kobietą... dlatego na razie nie podejmuję tematu, może moje ciągłe próby rozmów tak go zraziły, może ma dosyc moich tłumaczeń, próśb, itp... jak to nie pomoże to kapituluję, czyli - dla niektórych - idę na łatwiznę...