reklama

mam wrażenie nieuchronnego końca

reklama
Nie ma pracy bo...jest leniem. proste :( i smutne....i jest wygodny...a nauczyła go tego mamusia, która zawsze chętnie synkowi pomoże... to właśnie teściowa stała się przyczyną pierwszych kłótni...
jest w tym i moja wina, bo za często tłumaczyłam męża, rozumiałam i usprawiedliwiałam. ale teraz już mam dosyc. wczoraj pojechałam do ch po czapkę i szalik dla małej. i co - szczęśliwe rodzinki robią zakupy. a my przyjechałyśmy same. a tatuś w domu czytał gazetę...bo przecież cały tydzień siedział z córką. i nie ważne że ja wtedy pracowałam...
Myślę co zrobic żeby wreszcie zrozumial jak dziwnie się zachowuje, żeby zrozumiał, że rodzina jest najważniejsza. a niestety, koledzy starają się jak mogą żeby M. tego nie zobaczył. myślicie że jest jakaś szansa (rozmowa nie wchodzi w grę, bo przerabiałam to już tysiące razy, zawsze z efektem przeciwnym - M. ucieka od rozmów, problemów...)
 
Pampra
rada jest jedna -zostawic lesera,nie obawiaj sie szanowna mamusia nie bedzie utrzymywaa nieroba
i jeszcze placila jego almentow,szybciutko znajdzie sie praca.... i wtedy wroci z podkulonym ogonem
nie dosc ze utrzymujesz go to jeszcze robi ci fochy..szok... to ze sie zajmuje wasza coreczka to jego zas.rany obowiazek i zadna laska.... na dobra sprawe to powinien cie po nogach calowac ze go nie pogonilas juz dawno a nie odstwiac szopki.....
 
Jakby mi ktoś opisał moją sytuację to też bym powiedziała - zostaw go. no ale jest dziecko. ja mam pracę. mieszkam u niego, więc jak go zostawię to wracam do rodziców, zostawiam fajną pracę. tu nie dam rady się wyprowadzić, wynająć czegoś i jeszcze posłać Małej do żłobka (czego i tak bym nie chciała). M. ma pracę dorywczą - którą a propos ja mu załatwiłam, więc coś tam zarabia....
no i jak go zostawie to już nie wrocę, wiec moja Mała będzie z rozbitej rodziny, a tego też bym nie chciała....
więc nie wiem czy to będzie dobre rozwiązanie.. no a jak go zostawię i wrocę do rodzicó to raz, że trudno będzie mi znaleźc pracę w małym mieście, a dwa, że tam nawet żłobka nie ma i nikt się Małą nie zajmie więc będę z nią siedziec w domu bez kasy (na łasce rodziców)....
 
czyli sytuacja raczej patowa.... no ale skoro maz jednak przynosi jakies pieniadze i skoro go kochasz ;-) no to coz mozna tu poradzic
w sumie faktycznie jak napisalas wiecej to uznalam ze raczej sobie pogorszysz zycie zamiast polepszyc .........niestety zycie latwe nie jest.Nie pociesze cie,nie znam ani jednego lenia ktory nagle stal sie dbajacym o rodzine pracusiem....
 
Martusia1605, dzięki, to w sumie dobre wyjście, tylko nie mam urlopu;/ co do kasy to on daje sobie radę - nie dotuję go;) dziś znów mnie zawiódł, znów miałyśmy samotny spacer, bo tatuś do kolegi na mecz pojechał...
kurcze, do stworzenia kochającej się rodziny potrzeba tak niewiele...miłości z dwóch stron... tylko że ja się za dużo naoglądałam takich rodzin kochających, szanujących się i dlatego mam takiego doła...
myślę, że może wrzucę na luz, zaczekam do końca roku,a jak nic se nie zmieni to faktycznie - biorę wychowawczy, wracam do rodziców i jakoś to będzie.... :(
 
Szkoda, że tak mało czasu macie dla siebie. Że nie tworzycie rodziny z Twoich wyobrażeń.
Trudno mi jednak pogodzić się, że mąż "siedzący w domu z dzieckiem" to leń i nierób. Siedziałam z dziećmi w domu przez dwa lata. I nigdy bym nie powiedziała, że nic nie robiłam. Mało tego, uważam że zapieprzałam tak samo ciężko jak mój mąż w pracy. I marzyłam o tym, żeby po powrocie zabrał gdzieś dzieci, bym mogła poczytać gazetę. Rzadko to robiłam, bo zazwyczaj albo wychodzilismy razem, albo zostawałam i sprzątałam.
Dziecko jest w domu, bo jak piszesz nie chcecie dawać go do żłobka, swoją pracę lubisz, po powrocie możesz spędzać czas z córką, bo mąz gotuje.

Zgadzam się, że rodzina jest najwazniejsza. I że trzeba dużo wysiłku by ja utrzymać. Chyba łatwiej jest zawinąć się i odejść.



 
Mama, czy tata, siedzący z dzieckiem w domu nie są leniami bo nie pracują zawodowo, to nie o to chodzi. Ja też uważam, że zajmowanie się dziecmi to bardzo ciężka praca (choc niesamowicie przyjemna:)), ale mój M.jest leniem bo idzie w życiu po najmniejszej linii oporu. nie robi nic żeby było w życiu lepiej, unika rozmów, robi tak, żeby to jemu było wygodnie. przykład - teściowa zaczęła się pojawiac jak M. chce poczytac książkę, czy pobiegac...wcześniej, jak ja siedziałam z Małą to pojawiła się z 5 razy i to wcale nie po to żeby mi pomóc...
co do sprzątania, to odkurzy, ale to ja piorę, prasuję, sprzątam po Małej jak pójdzie spac.
chciałabym, żeby poszukał pracy, bo on ma większe możliwości niż ja i może znaleźc lepiej płatną posadę niż ja. ale jemu się nie chce.... bo po co...jak czegoś będzie brakowac to mamusia mu da...
zdaję sobie sprawe, że najłatwiej jest odejśc, ale z drugiej strony próbowałam już tylu rzeczy żeby było lepiej, ale do tanga trzeba dwojga, a ja chcę byc szczęśliwą kobietą. jestem bardzo szczęśliwą mamą, ale nie kobietą... dlatego na razie nie podejmuję tematu, może moje ciągłe próby rozmów tak go zraziły, może ma dosyc moich tłumaczeń, próśb, itp... jak to nie pomoże to kapituluję, czyli - dla niektórych - idę na łatwiznę...
 
reklama
Tak Was czytam i coraz bardziej mi się płakać chce... Ja również mam problemy ze swoim mężem, a to dopiero 4 miesiące po ślubie :-( A co będzie później?? U nas kryzys od jakiegoś czasu... Wieczne pretensje do mnie, że nic nie robię (nie pracuję, zajmuję się domem i dzieckiem), jestem leniwa i nie myślę. Zero przytulania, o ile ja się nie przytulę, itd. A on swoich błędów nie widzi, bo według niego "jakby nie było powodu, to by tak nie powiedział". Coraz bardziej mam tego wszystkiego dość :-( Bo nawet nie wiem co mam zrobić, żeby on zauważył, że to mnie boli. Mówienie nic nie daje.
Pomóżcie!!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry