Z Wawy na 100%
przenoszę temat samobójców.....
Mój brat cioteczny w styczniu się zabił....
Studiował weterynarię, budował klinikę dla zwierząt w miejscowości pod Lublinem obok pięknego domu.Przyłapał żonę na zdradzie... nie był bez winy - on ją kochał wręcz toksycznie - do tego stopnia,że nie wolno jej było nic- łącznie z pracą, bił ją z miłości....
I dlatego chyba znalazła sobie kogoś, kto jej nie bił...
Wstrzyknął sobie jakiś lek. Znalazła go jego córka. nie dało się go odratować.
Przez 10 lat mieszkałam w Lublinie - właśnie razem z Jackiem w dużym domu wielorodzinnym. Znałam go dobrze, a jeszcze lepiej jego siostrę z którą do tej pory łączy mnie przyjaźń. Nawet w sobotę przyjeżdża na imprezkę. Chyba dopiero teraz zaczyna do mnie docierać, co się stało....