czesc kochane!
jejku, ale mi milo, ze sie ktos o mnie martwi

uwielbiam was normalnie..
nonek, kate, agutka dzieki szczegolne :-)
u lekarza bylam, wszystko ok (w sensie, nie ma juz zadnych grzybic i innych infekcji), poza tym, ze zszedl mi z malej _CALY_ nablonek. lekarz w szoku, ja tez. nie mam pojecia, od czego, on tez nie, chociaz ja winy szukam w gencjanie, bo w czym niby innym..? on twierdzi, ze to musial byc wyjatkowo silny stan zapalny, ale ja takich nigdy nie mialam, a spuchlo mi ewidentnie po fiolecie. szok. no w kazdym razie teraz mam po prostu sie oszczedzac i czekac, az sie nablonek odbuduje, bo mam tam zywa rane :-( i przemywac tantum rosa, azucalenem, kora debu, czymkolwiek generalnie, i smarowac tym, czym smaruje.
w co ja sie wpakowalam, to jakas 8-ma plaga egipska, naprawde..
a co do mojego paciorkowca, to mowil, ze powinno sie kazdej pacjentce robic badanie w tym kierunku, ale ze w pl szpitalach brakuje na to kasy i nie beda. ale ze mam wspomniec przed porodem, to dostaniemy antybiotyk, i ja, i mlodziez. i ze to prawda z ta smiertelnoscia niemowlat po tym, z tymi ciezkimi powiklaniami... szok...
a, i posiewu nie mam robic, bo to bez znaczenia - jak bylam kiedys zarazona, to juz bede zawsze, moze po prostu w dowolnym czasie zaatakowac. poza tym w obecnej chwili na pewno mam mnostwo roznych grzybkow i syfow innych, bo taki stan. a teraz nie moge i tak antybiotyku dostac, bo 1.ciaza, 2.podatnosc na grzybice, a w tej chwili to masakra by byla.
dobra, sie rozpisalam ;-) sorki, jak ktos ma juz dosyc tematu..