Mi bardzo dużo wsparcia daje BB, ale mój mąż na początku sie wściekał,że go tu obgaduję, a potem się wściekał,że za dużo czasu tu spędzam. A teraz już się chyba przyzwyczaił i zaczyna się nawet interesować, co tu właściwie jest. Musiałam mu pokazać, potłumaczyć, poczytać co lepsze teksty i myślę,że zaakceptował mój czas tutaj spędzony.
A poza tym dziś mam doła, bo nie wiem,co robić z tym zwolnieniem jutro. Mam go w torebce i chyba musze jutro z szefową porozmawiać. Boję się jej reakcji, boję się,że nie będę miała do czego wracać, boję się,że jak nie pójdę na zwolnienie, może moje skurcze się nasilą...
SZefowa jest z gatunku ,,inteligentna żmija" - kiedy np oznajmiłam jej ,ze jestem w ciąży - tak mi pojechała po życiorysie, że poczułam sie jak 17-letnia gówniara, która wpadła i nie wie, z kim. Dowiedziałam się,że jestem egoistką, że to nie średniowiecze, że są środki antkoncepcyjne... Potem przez cały czas starałam się udowodnić, ze chcę pracować, że nie mam zamiaru się obijać i szefowa zaczęła to doceniać. Cały czas byłam chwalona,że tak dobrze się trzymam, że nie kombinuję - moje starania doceniała premiami...
A teraz czeka mnie jutro taka sama chyba rozmowa jak na początku. Okropnie się boję i mam doła. Ale chyba musze pójść na to zwolnienie. Trzymajcie kciuki.