Witam
Weekend na działeczce cudny - starszaki wylatane, na ogródku sobie zawsze jakąś robotę znajdą, więc spokój, na Ewę wiejskie powietrze podziałało tak jak trzeba, sporo spała, a jak nie to w foteliku przyrodę i biegające siostry obserwowała, mamuśka tyłek na słonku wygrzała:-)
W piątek Zosia straszny kaszel miała, zastanawiałam się czy jechać, ale zapakowałam pół apteczki, inhalator i zaryzykowałam, w końcu nie jechaliśmy na koniec świata, no i dzięki Bogu w sb wstała tylko z katarem, z którym słonko i inhalacje dały sobie radę.
Co do pociążowych kilogramów to lżej byłoby to znieść jesienią w swetrach, a tu lato, wszystkie fałdki jak na tacy, nie spodziewałam się, że w tym sezonie laska się nagle ze mnie zrobi. Chociaż źle nie jest, w zasadzie we wszystkie spodnie wchodzę, bluzki bardziej luźne i źle nie wyglądam (chyba;-)).
Poza tym to dopiero 2 m-ce po porodzie, nie oczekujmy cudów od swojego ciała.
Jotemka super że się odezwałaś. O to że ogarniasz to akurat byłam spokojna.
Jutro starszaki mają wycieczki ,a ja z małżem po glazurę jedziemy, bo za trzy tygodnie zaczynamy armagedon pt remont w kuchni.
Przerażają mnie prognozy pogody na najbliższe dni, 30 st to już lekka przesada