Edysiek - ja nie daję pieczarek ani innych grzybków. Generalnie substancji odżywczych toto nie ma, ciężkostrawne jest, a walory smakowe jeszcze ma czas mała docenić.
Myszko - biedny mały, oby nóżka szybko wróciła do normy.
Z tymi szczepieniami teraz to do końca nie wiadomo co robić. Rozpętała się burza, że mają dużo skutków ubocznych, że powodują autyzm, ale nie szczepić też strach. Stwierdzam, że kiedyś chyba było lżej, media nie miały takiego zasięgu, człowiek żył sobie może i nieświadom wielu rzeczy ale chyba przez to szczęśliwszy.
Nasi rodzice pewnie nie mieli dylematu szczepić czy nie. Cieszyli się, że dzieci są chronione, a epidemie wielu chorób już nie mają szans wybuchnąć.
My mamy szeroki dostęp do wiedzy i czasem działa to na naszą niekorzyść. Nigdy przecież, taki szary obywatel, do końca nie będzie pewien, czy wiedza, którą mu się podaje jest prawdziwa.
Grunt to podejmować działania zgodnie ze swoim przekonaniem co dla mojego dziecka będzie najlepsze, i umieć żyć z konsekwencjami podjętych decyzji.
To ta trudna część.
Ja padam. Mała zasmarkana po pas. Obudziła się ledwie pół godziny po zaśnięciu, wyła ponad godzinę, co mnie wprawiło w szok bo nie pamiętam, żeby tak płakała...dawno albo w ogóle. Nie wiem co sprawiło taki płacz, chyba fakt, że bardzo chciała zasnąć a spływający katar i zatkany nos jej na to nie pozwalał. Musieliśmy obydwoje z mężem siedzieć z nią na łóżku, próba wyjścia kończyła się takim płaczem, że aż się zachłystywała. Udało mi się w końcu zakroplić jej nos i podać nurofen. Spała resztę nocy na moim ramieniu, ryjąc się tak, że mi może ze 20 cm łóżka zostało.

Czuję się dwa razy starsza i połamana okrutnie

Oczywiście durna Madźka w ramach odstresowywania i biorąc pod uwagę, że znajomi dziś przychodzą walkę oglądać zarządziła sprzątanie domu. Święta się zbliżają więc ciasto na pierniczki chłodzi się w lodówce, będę wykrawać i piec jak wstaniemy z Emmą z drzemki.
Tak, ktoś tu drzemie...
I nie jestem to ja...
Ani moje ramię...
Ucho też nie bo ktoś mi do niego charczy...
