Klara ma chyba jakiś barometr w tylku i wie że mróz idzie.. od tygodnia zjada takie porcje obiadu,że już dwa razy jej brakło, a godzinę po obiedzie zaczyna że cosby zjadła.. w szoku jestem.
Dziś przerobila niewiele mniej jedzenia niż ja.. na śniadanie półtora jajka na miękko z kromka z bułki i ogórkiem. Potem byłyśmy w sklepie to dostała małe pricne polo. Potem jeszcze na spacerze zaczęła że coś by zjadła.. 2,5 mandarynki. Potem zupa pelna micha z makaronem. Potem drugie 1,5 palki z kurczaka z lycha ziemniaków i kiszonym ogórkiem.. 2 godz potem coś jeść.. no to mandarynke chce. Zjadła 3. Jeszcze nie skończyła i mówi że coś słodkiego chce. To dla żartu zapytałam czy banan może być. Dla żartu bo ona jakoś fanka nie jest... Zjadła calego poza 2 krazkami którymi nakarmila Zoje.. na koniec stwierdziła, że na kolację (a była prawie 18) zje paluszki rybne.. wyrodna matka dała jej kromke z Nutellą bo stwierdziłam że tyłek jej pęknie ;-)
A dzisiejszy tekst do Zoi mnie rozwalił.. przyszła ją glaskac po głowie po tym jak setny raz czymś w nią rzuciła i mówi "Zoja ja ogólnie Cię lubię, tylko czasami mnie denerwujesz"..