Katjuszkooo - tradycja tradycją...ja uwielbiam hołdować tradycji ale tak jak właśnie napisałaś, jak widziałam ile co roku szło jedzenia do kosza to naprawdę wściekła byłam, przede wszystkim na siebie. A to co zjedzone popychane było dużą ilością kropli żołądkowych, rennie i innych wynalazków

.
Do tego mnóstwo czasu spędzonego w kuchni, stara bo czasem z ledwością się na czas wyrabiał człowiek...A teraz przy małej jeszcze gorzej bo trzeba też jej czas poświęcić a nie posadzić na cały dzień przed tv. Ile może to pomaga..choć to nie zawsze taka pomoc jakiej oczekuje człowiek

Moja bezstresowa wigilia.
Wczoraj pierniczki. Dziś rano gotowałam barszcz i dla nas rosół na obiad, zrobiłam kruche ciasto pod sernik, mąż sprzątał górę domu.
Emma teraz śpi z tatą więc ja sobie foot spa wyciągnęłam i właśnie skończyłam pedicure

Jak wstaną to zrobię im polewy czekoladowe ( z białej i z mlecznej czekolady) i będą dekorować pierniczki a ja skończę sernik.
Jutro rano zrobię surówkę z selera, przygotuję łososia i ziemniaki do włożenia do piekarnika i już.
Przewiduję dużo wolnego czasu na prysznic, zrobienie fryzury i pomalowanie paznokci
Z tym że taka wigilia nie każdemu musi pasować
