Witam się poświątecznie, wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
Nie odzywałam się długo, bo przed świętami byliśmy na kinder balu i złapałam jakiegoś wirusa, który trzymał mnie aż do świąt i miałam atrakcję w postaci rzyganka. Później były święta, a po świętach najazd gości, czyli najpierw jedni, a potem drudzy rodzice. Chwili oddechu nie miałam, bo jak jedni wyjeżdżali to z drugimi się witali przed blokiem i jeszcze pół godzinne pogaduszki sobie urządzili, jakby nie mogli pogadać na górze. Po gościach mega sprzątanie z szorowaniem frontów mebli włącznie, bo gorzej niż małe dzieci brudzą, no i później zasłużony jednodniowy odpoczynek przed Sylwestrem.
Dziś byłam kontrolnie u lekarza, wszystko gra, serduszko bije i teraz czekam na usg, a z tym jest problem, bo nie ma terminów

. Nie przytyłam też od ostatniej wizyty, ale nie przejmmuję się, bo już i tak mam sporo na plusie, a poza tym ja tyję wg kalendarza ciąży z 2008 roku (różnice są o 10-20 dkg)
ewa, to się nazywa sukces, może ominą cię kałuże na podłodze.
marcia, w moim liceum też były wymagania co do stroju, chłopcy nie mogli mieć zarostu, a na studniówkę sukienki tylko czarne lub granatowe ( za ciemnozieloną koleżanka miała obniżone zachowanie), ale jakoś nie wspominam tego źle. Wybierając szkołę wiedziałam na co się decyduję, bo liceum było stare i z tradycjami, sporo nauczycieli uczyło jeszcze moich rodziców. Za to na studiach była pełna dowolność stroju, ale takie zalety Akademii Sztuk Pięknych :-)
kasiulekk, ja też jestem słodyczożercą, a cukier mam za niski, więc skoro wcześniejsze badania wyszły w normie, chyba możesz być spokojna.
Zmykam, bo mam trochę do rysowania