Nikusia, jasne, że wybór

Świadomy i dobrowolny. No, może świadomy nie do końca, bo przecież nie miałam pojęcia, jak to będzie z dzieckiem w domu czy z dwójką (bo to też inna bajka).
Piszę o tym tylko dlatego, żeby nie wyglądało, że jak pracuję w domu z dziećmi to jest tak lajtowo, bo wszystko sobie mogę poplanować pod siebie i nie mam szefa nad sobą
Każda praca ma plusy i minusy. I nie da się chyba wartościować, których jest więcej. U mnie największy minus to ogromne obciążenie psychiczne. Po pierwsze nie mam stałej pensji, po drugie nie wychodzę do ludzi, spędzam z dziećmi 24 h na dobę, a to nie jest zdrowe ;P No i mam mimo że z nimi jestem, to mam wyrzuty sumienia, że nie poświęcam im dostatecznie dużo czasu.
Z drugiej strony - mogę je zawsze przytulić, kiedy tego potrzebują. Znam je na wylot, to przy mnie uczą się siadać, chodzić, uczą się samodzielności. Nie da się tych rzeczy na szali położyć i zważyć, co jest "cięższe".
A obiady, ogarnianie domu... Hm... Albo robię to wieczorem tak jak kobiety pracujące na etat. I wtedy pomaga mi Mąż.
Albo usiłuję ogarniać w "międzyczasie", z dwoma kulami u nogi

Ale wtedy kosztem pracy.
Ja sobie czasem (często

) narzekam, no bo lekko nie jest, ale chyba bym nie umiała po prostu być dziećmi w domu, gotować, sprzątać itp. Nawet z moją pracą i dziećmi mam jeszcze kupę dodatkowych zajęć. Blog pochłania dużo czasu, piszę recenzje książek dla dzieci i dla dorosłych (jakieś 4-6 miesięcznie). Itd. itd.
I fajnie jest

Ale czasem trzeba sobie ponarzekać dla równowagi psychicznej
***
Dobra, Nuśka zasnęła. Lecę do roboty, póki Franek śpi. W najlepszym wypadku mam 1,5 godziny

O najgorszym wolę nie myśleć
