cześć, jestem i zbieram się do napisania od wczoraj.
wszystko wyszło na jaw, zrobiłam tak z głupoty, uroiłam sobie coś w głowie. po urodzeniu Lilki staraliśmy się o dziecko, rzeczywiście była ciąża trojacza, ale poroniłam ją i do dnia dzisiejszego nie umiem sobie z tym w ogóle poradzić. wariuję i psychicznie nie wytrzymuje. chciałam sobie ulżyć, powymyślałam, żeby znowu poczuć te emocje. do psychologa już chodziłam, ale to było nieporozumienie, nie uzyskałam zrozumienia, tylko każdy mi mówił "nie ja jedna, trojaczki trudno donosić, to i tak były cud, tyle kobiet doświadczyło poronienia" bla bla bla. przepraszam, ale wiem, że nic to nie zmieni.
trzymajcie się wszystkie i życzę powodzenia