zoe : ciesze sie, ze lepiej juz troszke... ale dawaj jej jak najwiecej wody, i tego plynu, przekupiaj moz eja jakos a to slomka , a to w "doroslym" kubku, no nie wiem... twoja jest sporo starsza od mojego, to moze juz sie nie daje przekupic...
a co do mez, to nie wiem co ci poradzic... ja bym pogadala i powiedziala, co mnie boli, ze wszystko na twojej glowie i ze takie zdanie, czy takie zachowanie cie wkurzylo... bez kominikacji to z czasem moze byc gorzej, a ty bedziesz coraz bardziej sfrustrowana...
antylopka: ja chodze do carrefoura bo tylko to tu mam, tylko ze ja chodze do tego na dole u ²mnie w centrum suresnes, a nie na rue verdun. tam bylam z 2 razy - produkty i tak te same. to sa male carrefoury, a nie wielkie jak poza miastem... no ale niezbednik spozywczo-chemiczny jest, ja nie narzekam i ciesyzlam sie ze mialam 3mn od domu, bo w wesralu bed emiec dalej i bed emusiala robic raz w tygodniu, moze nawet dwa livraison... nie mam prawka, a siat i pakow wody nie uniose...
co do kosmetykow : ja wole kupowac w aptece, ale w duzej, takiej "ruchliwej", bo wtedy wiem, ze maja zbyt ciagle i nie ma kosmetykow starych... mysle zreszta tez ze apteka bedzie miala anwet lepsze promocje niz monoproix; u nas sa ciagle doslownie promocje na mustele!
A CO DO POSLKI I MENTALNOSCI LUDZI : no to mi to wlasnie sprawia najwieksz problem, tam nic sie nie zmienia, w wawie moze, ale u mnie...szok...
jak jade do polski i podjezedzam pod dom to w oknie co najmniej 2 sasiadki i sie gapia

nawet moja mama ktra wie o ktorerj wyjechalismy z lotniska i ile mamy drogi jeszcze w oknie nie jest, a one zawsze, zwlaszcza taka jedna

bo ona po prostu w oknie na obserwacji ludzi spedza swoje zycie!!!!
co do zazdrosci i zawisci... to szkoda gadac, ksiazke bym napisala... jak zaczelam tu studiowac (mialam 18 lat) to na poczatku bylam na uczelni na lingiwstyce stosowanej (ang./ros.), nie bylo ani jednego polaka! duzo rosjanek, francuzi i jeden slowak!
kontakty byly super, ale ja chcialam miec zajecia tlumaczeniowe z polskiego i miec dymplom-pieczatke sorbony totez zaczelam drugi kierunek z polskim na sorbonie... no i wtedy mialam b; duuuzo polakow
i wszystko bylo ok...koleznaki, imprezeki, wizyty na kawe, piwo, wspolna nauka, pozyczanie sobie wykladow, nagrywanie na dyktafon jak ktos nie moze przyjsc itp itp PELNA WSPOLPRACA...
tak...dopoki wszystkie jechalsymy na tym samym wozku czyli jazda bez trzymanki miedzy uczelnia do 15-16 a potem bieg po dzieci do szkoly, garde d'enfant, baby siitngi do polnocy i pozniej... i wtedy byla jednosc... jak poznalam meza, to jeszcze na poczatku bylo ok, ale ze mieszkalismy daleko od siebie, to ja po kilku m-cach wymowilam moje studio w 7arr; (mialam w zamian za baby sititngi) i prace... maz juz pracuje, jak pisalam duzo, do tego ja w weekendy czesto sittingi, no wiec namowil mnie, zebym przestala pracowac. A ze moja praca wiazala sie tez z wynajmem studia, no to wprowadzilam sie do niego... i wtedy sie zaczelo... kolezanki wiedzialy ze nie prauje juz, wiec nagle ucinki o icuchach, bizuterii, kosmetykach, obcinka od gory do dolu i ironiczne komenatrze... nagle zauwazylam ze niechetnie pozyczaja wyklady ( bo przeciez ja nie pracuje, wiec mam czas, moge chodzic...cytuje jedna : ' ty mozesz siedziec i w stolek pierdziec' hahahaha) pozniej zaszlam w ciaze wiec jezdzilam rzadziej, kupilismy mieszkanko, przeprowadizlismy sie blizej paryza, nawet w tym miescie gdzie teraz jestesmy mieszka jedna kolezanka z uczelni...moglybysmy nawet przez 2 lata jezdzic razem do szkoly..;a tu nic, cisza - nie znamy sie

ja juz wtedy bylam bardziej nieobecna wiec myslalam, ze brak kontaktu jest normalny... Porod : przyjechaly jeszcze zobaczyc raz dziecko... niby... a nie wiem czy bardziej im nie chodzilo o zobacczenie mieszkania i jaki remont zrobilismy...
bo po tej wizycie juz sie nigdy ZADNA NIE POJAWILA, ani NIE ZAZDWONILA... dziwne, co ?

a ja glupia jeszcze sie zastanawialam co nie tak, czy o cos sie obrazily... normalnie maile pisalam po 2-3 do kazdej, w kolejnych, ze chyba nie dostaly pierwszego, co slychac itp
dopiero po kilku m-cach spojrzalam prawdzie w oczy : niemozliwe zeby na 4 laski, kazda 2-3 maile zadna z nich nie dostala ANi JEDNEGO... mowie wam, one mi nigdy nawet na maila nie odpisaly, a co dopiero przyjsc w odwiedziny... dopiero inna kolezanka, taka spoko zyczlwia zawsze byla na boku, samotnik taki, mi powiedziala, ze za moimi plecami mi rowno d**e rabaly... i to jakie rzeczy!!! : ze dziecko szybko zeby zlapac meza w sidla! ze wyszlam za niego dla kasy i takie perfidy.... tak jakby one mialy jakies pojecie o moim zwiazku i moich wyborach zyciowych. dodam wam ze moja przyjaciolka z ktora pracowalam u 1ej rodizny wlasnie w 7-emce, obie od nich mialysmy kazda swoje studio, po licencjacie wrocila do polski. z nia mam kontakt B. dobry i czesto... jej tez zrabaly dupe... a dlaczego???? bo odwazyla sie wrocic do poslki, bo tu jej sie gorzej zylo, a w polsce w przeciagu miesiaca znalzala prace tlumacza w franc. firmie, wprowadzila sie do wlasnego mieszkania, zrobila prawko i kupila z pomoca rodzicow samochod, jednym slowem ulozyla sobie zycie... itd itd...
mam nadzieje, ze ktoregos dnia jak dawna uczelniania kolezanka tu wejdzie i to przeczyta szukajac mam z francji to jej sie glupio zrobi
no mowie wam szkoda gadac, jakbym pomyslala to takich anegdotek bym ze 100 albo lepiej znalazla... ps. polacy w UK : moj brat tam zyje, ale od wielu lat, poslka jeszcze w unii nie byla i widzial ten caly naplyw jak otworzyli granice... i tez mowi ze szok... on nie ma zadnych znajomych poslkich tylko ang; i innych i ma taki uraz, ze nie szuka nawet! znajomi rodacy wykantowali go na kase a jak pierwszy raz podjechal autem pod kosciol polski...to mu wybili w BIALY DZIEN szybe i przebili opne... bo jezdzi nowa toyota raf4... tylko ze jesli ja owszem - nie pracuje i powiedzmy, ze zyje za mezowe jak ktos ma takie spojrzenie na sprawe kobiety niepracujacej, to tyc polakow z UK nie interesowalo to ze moj brat rypie w firmie od 7 do 15, je obiad i juz od 16 do 24-1 pracuje we wlasnym biznesie zeby go rozkrecic... i w weekendy tez prauje choc po 2-3 godziny, ale nie lezy bykiem i piwska nie spija.... jednego za drugim... no takze niestety taka paskudna prawda...