Hej Laski.
Troszkę mnie nie było, mały złapał wirusa i od wtorku byliśmy w szpitalu, dziś wyszliśmy ale siedzę jak na szplkach, bo wojtek zrobił dwie kupki takie wodniste ale to całkiem mozliwe skoro całe te dnie był na kroplówkch. Matko ten szpital na langiewicza to jakis kosmos, opieka taka że szkoda gadać, może dlatego że szpital duzy ale mało personelu całego, co ja tam przeżyłam to nikomu nie życze, na szczęscie nie był to rota tylko wiryś nieznany, ładnie to pani ordynato określiła.
Panuję w świętokrzyskim straszny wirus, dziś kuzynka trafiła do szpitala z dzieckiem małym to samo co i mój mały ma.
Zajrzę jeszcze do was, ale musze to wszystko w domu ogarnąc, ten szpital mnie wykończył. Ja w czwartek leżałam na zakaźnym przez trzy godz, dostałam kroplówki i nie wyrażiłam zgody żeby zostac wróciłam do wojtka ale czułam sie jak nowo narodzona po tej dawce leków.
No nic zmykam bo pewnie tu marudze.
Trzymajcie się dziewczynki