Małż w pracy byl.. Potem wrócił pomógł mi.. I zrobiłam pierogi jedne z mięsem drugie z pieczarkami.. Miały być jeszcze z soczewica ale farsz nam nie wyszedl nie zjadliwy byl.. Właśnie skończyliśmy i on poleciał sprzątnąć swoje aut żeby dzidzia w syfie nie wieźć ze szpitala.. Ja znowu leżę.. Jak wróci to posprzatamy po tych pierogach..
Bachutka ja choruje , mówiąc po ludzku na rozmiekanie chrząstki stawowej rzepki.. Pierwszy rzut miałam w wieku 15 lat.. Zdarza się taki dwa razy w roku średnio w okresie przejściowym z lata na jesień i z zimy na wiosnę.. Wtedy moje kolana nie istnieją.. Zamiast chrząstki mam galaretę i poprosttu nie chodzę.. Wczesniej nie wymagalo to interwencji operacyjnej .. Bralam leki.. Ale we wrześniu miałam rzut i z racji ciąży nie mogłam brać leków.. Dwa tyg. Leżenia bez ruchu.. Oglądania świata przez okno i sikanie w pieluchę bo do łazienki mieliśmy schodki.. Na 2ke eS. Poprostu mnie zanosił.. Najgorszy rzut jaki miałam.. Teraz mam następny ale juz lazienka bez schodków jednak gdy eS. Jest w pracy ja leżę bo nie ma mowy o wstaniu.. I tak jeszcze na pewno z tydzień minimum aż boję. Się teraz jak zacznę rodzic z mieszkania do auta mam ze 20 schodków.. Co mogę powiedzieć.. Jest źle.. Najgorszy czas jaki ta głupia choroba mogla sobie wybrać... Ale nasililam ja tymi ostatnimi spacerkami .. Jestem zła i to bardzo...
Pocieszam sie tym , że lekarz powiedzial ze jak urodzę to zakwalifikuja mnie na operacje prawej nogi jeszcze przed rzutem jesiennym .. A prawa noga jest najgorsza... Mam w niej juz gigantyczne zwężenie stawu... Doskwiera mi o wiele bardziej