Dziewczyny! Sytuacja chyba opanowana.. Lezalam w porze karmienia z Rafalkiem.. Najpierw spal.. Sylwek zaczepial go, staram się na wszystkie sposoby , ale spal jak cielątko dopiero jak tatuś pojechał to malutki obudził sie i udalo mi się za pomocą tego laktatora wyciągnąć sutek tak żebym mogla nakładkę założyć i uronila sie kropelka mętnej cieczy.. Jakos udalo mi się wcisnąć te oslonke Rafciowi do buzi i poszlo .. Ssal i ssal, a jak mu uciekła to szukam i plakal.. To chyba znaczy ze cos mu tam płynęło no nie???
Na dodatek pozniej chyba mu się tym ulalo.. Hmmm...
Teraz zabrali go na kapiel tak strasznie krzyczy ze mam ochotę biec go uratować..!!! ;( jak poprosiłam dzis polozna żeby pomogla mi oczyścić nosek.. I przemywala mu go sola to on tak bardzo plakal.. Dobrze ze eS. Poszedł ze mną bo od tego widoku rozplakalam sie razem z nim.. Ale eS. Mnie przytulił i powiedzial ze nic mu się nie dzieje.. Ale mi serce pękało ze on tak płacze...