Też jestem zwolenniczką używania jak najmniejszej ilości chemii. Ocet uwielbiam, używam regularnie to oczyszczania czajnika z kamienia. Swego czasu również robiłam płyn czyszczący z jego użyciem oraz sama robiłam proszek do prania. Ja używałam białych platkow mydlanych i one nie zostawiały osadu. Muszę do tego wrócić.....Na co dzień sprząta mój mąż i on używa akurat klasycznych środków czyszczących ale tak samo, jak mały zacznie chodzić to zacznę używać naturalnych. Sama patrzę na składy kosmetyków, których ja używam a co dopiero dla takiego maleństwa....Wiele osób wiele rzeczy wyśmiewa a moim zdaniem niesłusznie. W przypadku kosmetyków jak i chemii czyszczącej dla dzieci, używane są łagodniejsze środki myjące, nie tak mocno żrące i przez to też mniej się pienią. Popatrz choćby na proszki i płyny do prania - zasada jest identyczna. Użyjesz zwykłego proszku i 90% niemowląt będzie mieć wysypkę, bo mają wrażliwą skórę. Po co dawać żrącą chemię dzieciaczkowi jeśli można tego uniknąć? Ja nawet tabletki do zmywarki robię sama albo kupuję bio bezpieczne dla dzieci. Moim zdaniem dorośli na mniejszej ilości mocnej chemii też korzystają. Szczerze żałuję, że nie mam teraz czasu na robienie swoich past czyszczących, ale już płyn ogólny na bazie octu, boraksu i olejków eterycznych robię. Na razie podłogę myję normalną chemią kupną, ale jak mała będzie raczkować, to będę płyn do mycia robić sama. Wanienkę czyszczę proszkiem z dobrym składem, przy malutkiej Dobrusi robiłam sama pastę czyszczącą na bazie mydła, soli i sody. Plus olejki eteryczne, mają właściwości dezynfekcyjne. Robiłam też swój proszek do prania, ale zrezygnowałam, bo był na bazie mydła szarego i niestety zostawał osad na ubraniu. Ocet, sam, bez żadnych dodatków, pięknie zdejmuje osad z kamienia na armaturze sanitarnej. Znacznie lepiej niż wszelkie środki odkamieniające. (Octem mocno zwilżyć watę, obłożyć armaturę, zamotać worek, za 30 minit zdjąć i umyć, mi złazi wszystko).