Ja jestem krzyczącą mamą

staram się łączyć starodawne sposoby z nowomodnymi. Wiem, że mały nie potrafi radzić sobie ze swoimi emocjami i muszę go cierpliwie uczyć, ale chcę by też zrozumiał, że jeżeli krzyknę to znaczy, że musi się natentychmiast ogarnąć, bo przesadza bezsensu.
Kiedy zaczyna pokazówkę, bo czegoś mu zabroniłam to staram się odwrócić jego uwagę i jak przestanie wyć to natychmiast tłumaczę hasłowo - czasem mu mowie czemu mu czegos zabronilam, czasem ze moze sie pozloscic, ze to normalne, daje mu chwile zeby sie wykrzyczal i odwracam uwage. Ale jak za długo to trwa i przegina to juz krzykne "TOMEK NIE WOLNO/NIE DOSTANIESZ/NIE POZWALAM/PRZESTAŃ" i zdecydowanym ruchem odstawiam go gdzies na bok, żeby uslyszal i poczuł impuls. Pokrzyczy, posmarka się, poobraża i za chwile ide i pytam, czy już bedzie dobrze i bez przytulania i zbednego pocieszania wracamy do poprzedniwgo zajecia.
Aaahh jak pieknie to brzmi. A kiedy dziecko wrzeszczy z gilami po pas, gary parują i turkoczą z obiadem, bajzel wszedzie, ja tlumacze, krzycze, z mamą rozmawiam między jego cyrkami, to wyglada jakbym totalnie nieogarniała sytuacji
Ale momentami dość dobrze to działa i powoli zaczyna rozumieć, ze jak krzykne to nie ma dyskusji. Mowie "momentami", bo wiadomo - na 10 akcji tylko w jednej lub dwóch mam posłuch jak nalezy, ale mysle ze to dobry poczatek i znak ze rozumie