cześć dziewczyny :-)
ja też byłam okropnym niejadkiem, po prostu najlepiej to bym nic nie jadła tylko herbatkę piła

ale ja nie martwię się jak mała ma dni, że nie chce jeść - toć od jednego dnia diety nie umrze ;-) - tylko męczy mnie to wymyślanie obiadu, chociaż i tak wiem, że pewnie nie będzie chciała jeść, i całe moje starania na marne...
dziewczyny, piękne te Wasze psy - ja kocham psy, ale w obecnej sytuacji (2 pokoje, 4 piętro) absolutnie mieć psa nie będę

, moi rodzice mieli psa, kundelka - suczkę ze schroniska wziętą i była naprawę kochana... ale niestety już nie ma jej; teraz mieszkają na wsi i mają dużą sukę "pseudo-labradora", ale na razie nie podchodzę do niej, bo jej nie znam, a już na pewno dziecka jak oka w głowie będę pilnować, bo ten pies samą swoją masą może zrobić niechcący krzywdę
ja tam nie wnikam, który to tydzień wg jakiego sposobu liczenia - tylko tak ja mi suwaczek pokazuje ;-)
ruchów nie liczę - są okresy, kiedy dzidzia się praktycznie nie rusza, a są takie, że błagam ją aby już przestała bo mi brzuch rozsadzi
byłam dzisiaj u ginki - "a Ty jeszcze chodzisz? weź już urodź, to nie będziesz musiała za tydzień przychodzić" tak mi powiedziała ;-) serduszko bije ślicznie, śladowe ilości białka w moczu ale to podobno nie zmartwienie...
siedzę sobie i zjadłam belriso, mus owocowy, paczkę paluszków z sezamem

a waga pokazuje, że już nie tyję a właściwie znowu 0,1kg od zeszłego tygodnia spadło - specjalnie ubieram się tak samo do lekarza, żeby było to w miarę adekwatne...
no i nie mogę się już doczekać kiedy urodzę, ciężka jestem, z łóżka ledwie się podnoszę... dzisiaj w nocy córka o trzeciej się do mnie wpakowała - coś jej się chyba przyśniło, bo wołała mnie przez sen... także wyspana zbytnio nie jestem
