reklama

Marzec 2013

Czesc dziewczyny :-)
A ja mam do Was pytanie - czy którejś z Was pierwszy test wyszedl negatywnie, a kolejny dopiero dal wynik pozytywny? Jestescie na "swiezo", dlatego pytam :tak:
Ostatni okres mialam 12. czerwca (przy idealnie regularnych cyklach co 29 dni). Mialam dostac teraz we wtorek, tj 10. lipca, nie pojawil sie. Wczoraj poznym popoludniem zrobilam test - negatywny. Okresu dalej nie mam...Jak nie dostane, to w poniedzialek albo we wtorek powtorze. Przy pierwszej ciazy zrobilam test dopiero po prawie 3 tyg. od terminu spozniajacego sie okresu, taka formalnosc tylko, a teraz chyba sie pospieszylam troche ;-)
pozdrawiam

Ja zrobiłam pierwszy test w wieczór poprzedzający dzień @ i wyszła mi już bladziutka kreseczka. Byłam w szoku i od razu pojechałam po następny test i to samo. A później już tylko ciemniały krechy. Ale dużo się czyta na forach, że tak się zdarza jak piszesz. Niektórym dziewczynom wcale pozytywy nie wychodziły a były w ciąży, a innym dopiero po 2-3 tyg od spodziewanej @. Także Ty cierpliwie czekaj a my ściskamy kciuki żebyś do nas dołączyła :))

Ale ze mnie ranny ptaszek się zrobił. Jak zawsze lubiłam spać dłuuugo tak teraz późno się kładę, wcześnie wstaję. Ale w dzień i tak muszę się kimnąć bo mnie zwala z nóg :)
Dzień dobry wszystkim ;-)
 
reklama
Sandra a idź na test z krwi i będziesz miała 100% pewność. Jeśli ciąża jest to beta to pokaże. Mi tak jak Madziarra test(o czułości 10) zrobiony dzień przed @ pokazał już bladą kreskę, Ale za dwa dni test o czułości 25 pokazał tylko takie cień cienia, więc moja rada - idź na krew.
Ja zaraz się wybieram na zakupy, jutro mamy imprezę z okazji rocznicy ślubu (pierwszej i taki prezencik mamy ahh;-))i muszę się jakoś ubrać no i zakupy spożywcze porobić.
Miłego dzionka;-)
 
Dzień dobry :) jaka tu cisza od wczorajszego wieczora, w końcu nie musiałam nadrabiać pięciu stron heh.
Sandra, wydaje mi się że warto poczekać kilka dni i wtedy zrobić jeszcze raz. I najlepiej z porannego siku ;) Ja robiłam chyba 5 dni po spodziewanej @ i wyskoczyły dwie kreski... także cierpliwości ;-) a możesz też zrobić betę, zazwyczaj tego samego dnia jest wynik. Wtedy będziesz wiedziała na pewno jak wygląda sytuacja. Trzymam kciuki.

Jula, gratulacje z okazji rocznicy ;-)

A skoro mowa o psach i innych kotach to dopiero teraz naprawdę zaczęłam cieszyć się z tego że tak nam się sprawy z moim potoczyły ;) a mianowicie to jak mój S. wprowadzał się do mnie, to swojego psa zostawił u swoich rodziców bo moja mama się nie zgadzała żeby go tu wziąć. No i tak się jego rodzice przywiązali do psa i on do nich że już się rozstać nie chcą i najprawdopodobniej zostanie już u nich na stałe. A to nie jest malutki piesek, tylko upasiony do granic możliwości labrador który waży pewnie z 60 kg:P na dodatek jest wredny, rozpieszczony i uwielbia skakać na ludzi. Nie mówiąc już o tym że jest niewykastrowany i tylko mu bzykanie w głowie :sorry2: Także chyba jakoś podświadomie mój S. wiedział co robi że go tam zostawił. Nie miałabym siły jeszcze się z nim użerać przy dziecku. I tak będzie ciężko i bez tego spaślaka :-p

Wczoraj poinformowałam mojego braciaka kochanego o radosnej nowinie. Nie wspominając już o tym jak przedziwne to było uczucie powiedzieć na głos "jestem w ciąży" :eek: Cóż, jego reakcja trochę zgasiła we mnie optymizm co do przyszłej reakcji rodziców... zacytuję jego słowa "Ojciec padnie na zawał, a mama wróci w te pędy do Polski". Pocieszył mnie nie ma co heh. No nic, dzisiaj powiem mamie. Będzie duuuży szok, dużo marudzenia, wyrzutów i rozczarowania. I dużo łez z mojej strony na pewno. Ale mam nadzieję że szybko jej przejdzie i zacznie się cieszyć. I mam nadzieję że nie będzie chciała przeze mnie rezygnować ze swoich planów :zawstydzona/y: aj pokręcone to wszystko.
O właśnie, a propos łez... Czy wy też jesteście takie płaczliwe czy to tylko ja? No kurczę, po prostu przez każdą najmniejszą głupotę czy jak coś przeczytam czy zobaczę w tv zaraz mi się na płacz zbiera. Jak rozmawiałam z bratem to cały czas musiałam powstrzymywać ryk. Najgorsze jest że kompletnie nad tym nie panuję. Coś okropnego :confused2:
O kurczę, rozpisałam się. Sorki, to przez ten natłok myśli od wczoraj ;)
 
dzien dobry :-)

ja powiedzialam wczoraj rodzicom.ucieszyli sie ale tatko pyta kiedy slub :confused2: a nam jest dobrze tak jak teraz. nie wiem moze jak sie dziecko urodzi to zmienimy zdanie,ciezko mi teraz cokolwiek powiedziec:confused2: zlego humoru ciag dalszy :baffled:

i jeszcze mam zle przeczucia :baffled:
 
Ostatnia edycja:
Dzieki dziewczyny :tak:
Mysle, ze odczekam, w poniedzialek kupie test i zrobie go we wtorek rano, bo akurat mam wolne :tak:
Poki co o moich domyslach wie siostra, mama i 2 przyjaciolki. Mojemu facetowi jeszcze nie wspominalam, ze okres mi sie spoznia, chce byc pewna na 100% :-);-) To czekanie mnie wykonczy, najgorsza jest ta niepewnosc. Kurcze nie wiem czy jednak nie kupic dzisiaj testu i nie zrobic go jutro :-p
Gdyby nie to, ze zawsze mialam idealnie regularny okres to nie zwrocilabym w ogole uwagi, ze cos jest nie tak, bo w sumie nie mam zadnych objawow, poza delikatnie bolacymi sutkami (przy dotyku).

A co do zwierzakow, to my mamy goldena (jotka21 - tez upasionego ;-)), ktory Sary na krok nie odstepuje :tak::-) Zreszta jest jak drugie dziecko, ktoremu trzeba uwage poswiecac, bo jak czuje sie "olany", to robi na zlosc :-p

Udanej soboty :tak::-)
 
Masakra zmeczona jestem dzis ze szok! sprzatanie od rana (dobrze ze moja 85 letnia babcia ma siły opiekowac sie Maciusiem :D ) potem obiad rosołek gotowanie kapustki rozmrazanie lodówki a na wieczor spacer z mezem i synkiem na plac zabaw a na koniec odnawianie starego krzeselka do karmienia scieranie i malowanie lakierem, smrud jak nie powiem co ale efekt jest jak zloze to zrobie fote :-) Koko z Maciusiem juz szaleja przed snem z kiełbasą a kot ucieka bo za duzo siersci mu wyrwali hehe jeszcze chwila i wreszcie sen. dobrze ze jutro sobota maz posiedzi od rana z małym a ja sie z godzinke dluzej wyspie. Mam problem bo moj synek to pieszczoch mamusi a za jakis czas juz go dzwigac nie bede mogla tak mi szkoda jak placze za mna i co ja zrobie z wielkim brzuchem i z nim ? :-( ciekawe czy o braciszka zazdrosny nie bedzie
mój też to cycuś mamusi i lubi na rączki i sie poprzytulać ale staram sie go odzwyczajać od rączek swoich tak stopniowo wiadomo czasem trzeba np przy wyjmowaniu z łóżeczka ale już 4 dni zasypia sam a nie na moich kolanach - mam taki brzuch że jeszcze troche i miejsca mi braknie ;-) więc zaczelam dzialać a co do rączek to jak mały wyciąga rączki to ja udaje że prubuje go podnieść i mówie ehhhh nie mam sily nie mam siły nie podniose winda sie zepsuła idziemy na pieszo i wyciągam mu reke patrze a mały mi podał rękę i razem pospacerowaliśmy - zazwyczaj nie mam siły działa ale wiadomo czasem trza poprzytulać i pocałowac wczoraj mały np zaatakowal moój brzuch połozył sie podniusł bluzke ja mu mówie że tam dzidzia jest a on mi pokazuje że nie ma a ja że w środku głęboko to on buziaka w brzuch a potem 5 min mi w brzuch pierdział buzią słodziak kochany troszke sie boje żeby sie nie poczuł odrzucony ale myśle że damy rade
i wiecie co rozm mówi że nie ale serce że chciało by bliźniaki ehhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh
 
hej ja skończyłam sprzątać mieszkanie, maluch nakarmiony i śpi, więc chyba zaraz pójdę w jego ślady. Dziś przyjeżdżają do nas rodzice, więc mamy dziecko z głowy i wolny wieczór dla nas;) Jeśli chodzi o śluz to ja mam cały czas, nie jakoś mega dużo, ale jest. Cieszę się, że mnie jeszcze grzybica nie dopadła - w poprzedniej ciąży okropnie z nią walczyłam, chyba ze 3-4 razy się leczyłam i już w pierwszym trymestrze cierpiałam mocno z tego powodu:-(
 
Ojjj jak mi się nie chce wstać!!!

Wstałam, ledwo co...mięso pokrojone, pozmywane...

Dziewczyny mam pytanie, jak u Was ze śluzem? Bo u mnie ''sucho'' od początku jest...mam chwilami wrażenie, że coś ''leci'' ze mnie ale nic tam nie ma...minimum wydzieliny...

spoko ja też mam sachare sucha jestem jak nie wiem co - ponoć to normalne ja tyle co z luteiny mi wyplywa praktycznie
 
Corazon u mnie ze sluzem wlasnie odwrotnie, bardzo duzo go mam, bialy taki .

Ciezko mi w ogole cokolwiek nadrabiac, jestem wykonczona mdłosciami, mnie jest nie dobrze cały dzień, wszystko mi śmierdzi, na nic nie mam ochoty ani apetytu, dopiero jak cos zaczne jesc to zjem ale to glownie z rozsadku nie z checi. Zywie sie poki co chlebem z maslem i pomidorkiem to jeszcze mi nie obrzydlo o dziwo. Nawet moje ulubione dotychczas bułki mi obrzydły. Masakra jakaś. Mam dziś misje umyc podłogi moj zadeklarował że poodkurza...ale podlogi on nie umie myc,,,taa no na pewno nie. Ale niech mu bedzie. Poki co siedze sama, niedawno wstalam ide pod prysznic i ogarne co nieco przed odkurzaniem ale to i tak jak moj wroci bo pojechal pare spraw zalatwic..
 
reklama
jotka nie martw sie rodzicami bedzie dobrze, mysle ze no nie maja wyjscia jak sie cieszyc, daj im troche pomarudzic i pewnie raz dwa im przejdzie i nie beda sie sami mogli doczekac narodzin, przynajmniej ja tak nastawiona jestem u mnie, tez jeszcze nie mowilismy.

Co do płakania, jest masakra, co chwila chce mi sie plakac nawet jak jakas piosenka leci i ja juz w ryk najlepiej bym wpadla, cos smutnego sobie pomysle i sama siebie doprowadzam do takiego stanu ze mi przykro itd sama nie wiem po co... :-p
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry