Suzi, ja Cię proszę, tekst o tym, że sie rozkręciło pisałam na tym forum kilka razy, przy okazjach róznych innych zadym, a Ty tylko ten tekst widzisz - i bierzesz go śmiertelnie poważnie, a chyba widać, że ja często piszę sarkastycznie, ironicznie - w tym autoironicznie, po prostu mam taki styl bycia i życia, na poważne biorę sprawy tego warte, ale nie czepiam sie słówek, i to napisanych - każdy czyta je z jaka chce intonacją - jeden widzi smiech, inny usmiech.
Kilka razy dostałam po głowie od was za smiertelnie poważne potraktowanie moich spostrzeżeń. ostatnio, jeszcze jak chodziłysmy brzuchate, napisałam, że tylko my jestesmy takie wszystkowiedzące i przewrazliwione na temat ciąży, o czym świadczy choćby to, że kupę czasu spędzamy na tym forum ucząc się wszystkiego, a wiele kobiet po prostu jest w ciąży, rodzi i wychowuje dzieci nie czytając ani słowa na ten temat. Oj oberwało mi się, oberwało. Choć to co napisałam było również do mnie skierowane, ale jakoś się okazało, że ja Was oskarżam. A ja w dalszym ciągu uważam, że to było trafne spostrzeżenie, bo więcej matek w Polsce obywa sie bez tak dogłebnej edukacji, jakie my sobie fundujemy. I przede wszystkim - to co pisze nie jest oskarżeniem. I dam sobie rękę uciąć, że nie ja jedna tak myslę.
Teraz napisałam o zjawisku chwalenia się postępami dziecka, do którego dochodzi lista spożywanych przezeń pokarmów - znowu mi się dostało. Tyle, że akurat Wy się poczułyście urażone, a Wy.... ostre dziewczyny jesteście. No i jest słynna wojna o marchewkę.
Po całej tej akcji dochodzę do takiego wniosku, że sie pomyliłam. To forum głównie służy opisom dni, kto o której wstał, co zjadł, gdzie idzie. I to jest ok. A ja durna próbuję tu porozmawiać czasem o zjawiskach - o moich odczuciach, spostrzeżeniach, sprawach prywatnych (jak zaczęłam to się dowiedziałam, że Kościół ma rację nie chcąc chrzcić mojego dziecka, bo ja zły przykład mu będę w życiu dawała, bo jestem po rozwodzie i żyję z jego ojcem bez prawdziwego ślubu) - bo macierzyństwo dopadło mnie późno, zmieniło mi życie maksymalnie, ale nie pozbawiło właściwego mi zmysłu obserwacyjnego i nabytego z doświadczeniem życiowym - dystansu do różnych spraw.
Dla przypomnienia zacytuje tu swój post, który tą wojnę wywołał, bo czasami wracam do niego doszukując się w nim tego zła, wielkiego zła, jakie mna kierowało:
Teraz pojade po bandzie....
Odnoszę nieodparte wrażenie, że to karmienie maluchów pokarmami innymi niż mleko, wynika z odwiecznego wyścigu mam: a mój juz siedzi, a mój już chodzi, a mój już biega, a mój juz liczy całki po okręgu...
A to, że dziecku się coś poda i nic mu nie jest to ok, teraz nic, ale jako dorosły może mieć rózne komplikacje żołądkowe i nie tylko, tego żadna z nas nie wie na pewno, więc naprawdę nie wiem po co to wszystko przyspieszać. Człowiek jest ssakiem i powinien ssać mleko - zgadzam się z kugelą tutaj - papki robimy dzieciom my - w świecie ssaków młode ssą mleko dotąd az nie nabedą umiejętności spozywania stałych pokarmów. I tak oszukujemy naturę na każdym kroku
To jest moje zdanie i mam do niego prawo, tak samo jak te mamy, które pchają w dzieci parówki z keczupem, żeby tez nieco warzyw jadły...
A za jakiś czas pojawi się temat o siadaniu i tez będzie wyścig - kto pierwszy, potem licytacja na ząbki... I tak będziemy pospieszać te dzieci...
Tyle ode mnie w temacie. Proszę Cie tylko Suzi, żebyś nie cytowała z takim przekonaniem moich słów o sianiu zamętu nadając im poważnego wydźwięku, bo pisząc n-ty raz, ze ja specjalnie kij w mrowisko wsadzam, pozwalasz mi sie zastanawiać po co w takim razie sie tego kija chwytasz.
No i jeszcze jedno - najważniejsze. Dla dobra całego forum, proponuje ignorować sie nawzajem, bo na dozgonna miłość raczej szans nie ma, i ciagnąć te przepychanki jest bezcelowe. Dlatego tez w tej sprawie pisze własnie ostatnie zdanie, chyba, że wskażecie mi post, w którym obraziłam wulgarnym słowem którąś z Was, to ostatnim zdaniem będą moje przeprosiny.