Czesto wietrze, zakrecilam mu w pokoju kaloryfer, a i tak sie w nocy odkrywa ciagle, otwieram tez w pokoju na przeciwko okno i zostawiam otwarte drzwi od pokoi zeby byla ta cyrkulacja swiezego powietrza, bo u nas cos z wentylacja jest nie tak, a spoldzielnia nie kwapi sie, aby sie tym zajac. Wczoraj jak mial taki mapad szczekajacego kaszlu to od razu po wywietrzeniu wpuscilam go do pokoju, bo podobno chlodne powietrze najlepiej robi na krtan, z tym, ze nie wiem czy powinnam tak robic jak ma zapalenie oskrzeli, a byc moze juz i pluc. Tym razem zauwazylam,ze po inhalacji nebbudem kaszel mu sie nasila, zawsze bylo na odwrot stawal sie mniejszy. Narazie nie goraczkuje. Oklepuje go, a wlasciwie probuje, bo on nigdy tego nie lubil i ucieka mi z kolan i ryczy, zapewne boi sie,ze znowu bedzie wymiotowal.