reklama

Nieobecnosci...

reklama
Rusałko - życzę ci żebyś się nie przeliczyła ;) bo jak dla mnie tez się wydawało przed urodzeniem Bartka ze już tyle na siebie wzięłam że wiecej nie da rady...teraz już wiem że się myliłam...
 
oby...ja jak narzekalam na brak zorganizowania w UK, mozliwosci robienia czegos "ustalonego", zaplanowanego, (bo pierwszy rok w UK to wszystko krecilo sie wokol Klaudii i prowadzenia domu- kura domowa-co mi wooogole nie odpowiadalo!..to teraz, mimo, ze mala poszla do przedszkola, powinnam miec wiecej czasu dla siebie...to nie ..odwrotnie szkola, praca, dom... tempo zwiekszylo sie razy 10...wczoraj po wielkich porzadkach..wieczorem jak padlam...to jak mielismy jechac do znajomych...to zmienilismy plany, bo sie zle czulam i przyjechali do nas..
teraz ten tydz zapowiada sie jeszcze ciezszy...na mysl o wtorku i czwartku chce mi sie plakac, bo nie bede miala samochodu...i do szkoly bede musiala maszerowac(jak zreszta w pon i srode) ok 7 km...i po odebrac Klaudie i do pracy...a nie moge szkoly odpuscic, bo zblizaja sie kolejne egzaminy(poprzednie zdalam - dziekuje za kciukasy !:-)
stwierdzam, ze kobiety sa niezniszczalne!
 
Rusalko ty się trochę oszczędzaj z tym maszerowaniem - znajoma w 4tym miesiącu ciąży codziennie tak do pracy 5 km "spacerowałą" i sie skończyło zwolnieneim lezeniem i tabletkami rozkurczowymi...czego oczywiście nei życzę nikomu ale trzeba o siebie dbać :)
 
ja jestem codziennie:-) wiec o co chodzi?:-p
szkole troche olalam:happy: dzis i jutro tez nie ide...zrobilam sobie dni lenistwa...w zw. z tym, ze maz do poludnia ma wolne...byczylismy sie w looozi:-)ogladajac film za filmem...wypoczywam:-)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry