oby...ja jak narzekalam na brak zorganizowania w UK, mozliwosci robienia czegos "ustalonego", zaplanowanego, (bo pierwszy rok w UK to wszystko krecilo sie wokol Klaudii i prowadzenia domu- kura domowa-co mi wooogole nie odpowiadalo!..to teraz, mimo, ze mala poszla do przedszkola, powinnam miec wiecej czasu dla siebie...to nie ..odwrotnie szkola, praca, dom... tempo zwiekszylo sie razy 10...wczoraj po wielkich porzadkach..wieczorem jak padlam...to jak mielismy jechac do znajomych...to zmienilismy plany, bo sie zle czulam i przyjechali do nas..
teraz ten tydz zapowiada sie jeszcze ciezszy...na mysl o wtorku i czwartku chce mi sie plakac, bo nie bede miala samochodu...i do szkoly bede musiala maszerowac(jak zreszta w pon i srode) ok 7 km...i po odebrac Klaudie i do pracy...a nie moge szkoly odpuscic, bo zblizaja sie kolejne egzaminy(poprzednie zdalam - dziekuje za kciukasy !:-)
stwierdzam, ze kobiety sa niezniszczalne!