Antoś cierpi na wnętrostwo, jedną operację mieliśmy w zeszłym roku jąderko zostało sprowadzone i niestety niespełna miesiąc po zabiegu znowu zwiało, obecnie lekarze nie mogą zlokalizować jąderka ani w badaniu ręcznym ani w badaniu usg więc za tydzień w czwartek Młodego będą "otwierać" i szukać zguby , jak się znajdzie i lekarz stwierdzi że jest szansa aby jąderko funkcjonowało zostanie z powrotem sprowadzone a jeśli z jąderka niewiele zostało bo obumarło to zostanie usunięte - w zeszłym roku zabieg robiliśmy w Sączu w tym roku z różnych powodów przenieśliśmy się do Krakowa i właśnie za tydzień w środę mamy się w szpitalu Żeromskiego stawić na badania a w czwartek zabieg i wieczorem po zabiegu na szczęście wrócimy do domu
Ja rodziłam z mężem, z rożnych powodów 14 sierpnia po południu trafiłam do szpitala na patologię i miałam tam leżeć i czekać do 16 sierpnia jak na dyżurze pojawi się dr Karpiel który miał zadecydować czy czekamy czy tniemy czy wywołujemy ale już kilka godzin jak położono mnie na patologi zaczęły się skurcze kiedy wiedziałam że to to i lekarz w badaniu potwierdził zadzwoniłam po chłopa a ja zjechałam na porodówkę tam spotkałam się z mężem kupiliśmy odzież ochronna za 20 zł i dostaliśmy salkę M mimo że mnie wkurzał i miałam ochotę go pogryźć pobić to cieszyłam się że jest bo rodzę sama w salce a nie korytarzu, M na ostatnią fazę wyszedł ale dlatego że zleciało się dużo ludzi - położna, neonatolog, pediatra, i ginekolog bo mi się słabo robiło a z Młodym były małe problemy. Potem jak juz Antek był na świecie M wrócił i był jeszcze ze mną dwie godziny.
Gdybym miała jeszcze raz odizć kiedyś to tylko z mężem i w sumie mąż mógłby stac za drzwiami bo dla mnie ważne było zebym była sama żeby za dużo ludzi mnie nie oglądało