Miałam mieć 23 lutego jeszcze usg kontrolne, ale tak myślałam, ze mogą mnie już zostawić, bo generalnie cukrzycowych ciąż nie trzymają do terminu, moja gin prowadząca mówiła, ze ona by już w połowie lutego cięła. Ale miałam taki moment, ze mała praktycznie przestała rosnąć i jeździłam na usg do szpitala klinicznego, a tam lekarz twierdził, ze mimo cukrzycy to czekamy do terminu. W cukrzycy grozi niewydolność łożyska. No i 22 pakowałam się od rana, ganiałam jak szalona, bo chciałam jeszcze wszystko dopiąć, bo nie wiedziałam czy wrócę czy już zostanę. I tak około 16 zorientowałam się, że nie czuję ruchów, kompletnie nic. Położyłam się, poczekałam i dalej nic. Pojechaliśmy na ktg do najblizszego szpitala, w drodze jakby coś lekko drgnęła, ale ja już sama nie wiedzialam czy to ruchy czy nie. I tam lekarka mówi, ze kiepski zapis, ale tętno jest, chciała mnie zostawić, ale mialam rodzić w szpitalu klinicznym ,wiec podpisałam, że się nie zgadzam na hospitalizacje. Pojechaliśmy do tego szpitala, gdzie miałam rodzić, przebadali mnie, lekarz stwierdził,że ciąża do rozwiązania, ale nie mają miejsc. Zadzwonił do następnego, czy mnie przyjmą. I znowu badania, zapis się trochę poprawił, a że już było kolo pólnocy, to lekarka stwierdziła, ze tniemy rano. No i rano poszłam pierwsza

Ale chodzisz kontrolnie na ktg? Bo na ciśnienie oprócz leków nic ci w szpitalu nie zrobią, ale dzidziuś pod stałą kontrolą.