Wyczytałam w "jesteś całym moim światem" Małgorzaty Krupy, że skurcze macicy podczas porodu stymulują u dziecka samodzielna pracę wielu układów w tym oddechowego, nerwowego, moczowo-płciowego, przewodu pokarmowego. Dlatego dzieci rodzone bez wielogodzinnej akcji skurczowej (szczególnie z cesarskiego cięcia i wcześniaki) mają większe skłonności do schorzeń (np układu oddechowego) oraz z zaadoptowaniem sie do nowego środowiska. Hormony stresu (minn. adrenalina) zwalniają bicie serca płodu, jednocześnie zmniejszając zapotrzebowanie na tlen, podnoszą ciśnienie krwi, poleprszając ukrwienie. Zatem wysoki poziom tych hormonów chroni dziecko przed uduszeniem podczas porodu. Autorka powołuje sie na badania dr Drewniakowej z Krakowa zajmujacej sie dziećmi z porażeniem mózgowym. Wg tych badań 80 % tych dzieci pochodzi z porodów indukowanych oksytocyną. Po podaniu oksytocyny rótkie przerwy między skurczami (bądź ich zupełny brak) sprawiają, że płód nie ma czasu na wyrównanie tętna, jest niedotleniony, występuje większe prawdopodobieństwo wylewu krwi do mózgu, pęknięcia macicy. Skurcze mogą także powodować zbyt silny ucisk głowy. Przebicie pęcherza powoduje nierównomierny ucisk główki, która nie jest już tak dobrze chroniona przez płyn, może dojść do zaciśnięcia lub nawet wypadnięcia pępwiny, występują większe wahania tętna na szczycie skurczu, przez co zwiększa się prawdopodobieństwo zastosowania kolejnych zabiegów interwencyjnych. No i na koniec również cytat z w/w książki: "po tysiącach lat istnienia rodzaju ludzkiego mężczyzna, ginekolog-położnik Michel Odent "odkrył", że KOBIETA UMIE RODZIĆ WŁASNE DZIECKO i uświadomił światu, że naczelną zasadą położnictwa, podobnie ja całej medycyny jest po pierwsze nie szkodzić". BABY GÓRĄ !!!