Majeczka oj, ogranęłam dzieciarnię, ale powiem Ci, że lekko nie było

W tej grupie dziewczynki (niecałe 6 i 7 lat) są szczególnie rozbrykane, hałaśliwe i robią niesamowity bałagan.

Oczywiście to normalne, że dzieci brykają, psocą i hałasują, i nie mam tego żadnym dzieciom za złe, ale wierzcie mi, syf jaki potrafią w mgnieniu oka wytworzyć dookoła te dwie agentki jest naprawdę konkurencyjny. To dlatego, że w domu - nie wiem w sumie, czemu - zupełnie nie są uczone tego, żeby jednak nad tym panować, więc dla nich wywalenie całych płatków na podłogę niechcący i rozdeptanie oraz rozniesienie po domu, wymazanie ściany czekoladą (bo nie myją rąk po, jak się ich nie przypilnuje, no i generalnie jak się nie zauważy, to lubią coś zwędzić i jeść poza jadalnią), zostawienie na wpół zjedzonej śliwki w pościeli itd. podobne poczynania są na porządku dziennym.

Mi daleko do perfekcyjnej pani domu, zazwyczaj łapię kompleksy, jak czytam na forum o kolejnych porządkach i szorowaniach, w chacie często mamy bałagan, ale to, co wyczyniają te dziewczynki poważnie mnie przerasta, także muszę im wprowadzać ostre reżimy i pilnować, i zmieniam się w jakiegoś kaprala jak są u nas na dłużej.

Poza tym to są dwie bardzo fajne dziewczynki, żeby nie było wątpliwości, i w ogóle uwielbiam całą tę rodzinę, ale ich pobyt u nas jest jak przejście tajfunu.

Nie wiem, czemu ich rodzice nie starają się nad tym zapanować, w ich domu jest - głupio to powiedzieć - naprawdę syfnie (przez dzieci, psy i koty), choć są to świetni ludzie, i dorosła część rodziny stara się opanowywać sytuację porządkową, ale to jest syzyfowa praca, obracana w niwecz przez dzieci i zwierzęta w kilka minut.
Netika fajnie czytać Twoje porodowe opowieści, no i pozazdrościć, że tak sprawnie Ci poszło! Wszytskiego naj dla Was jeszcze raz!
Tallkaa nie przejmuj się, ja też byłam na początku, a potem mnie wcięło i zostałam usunięta z listy, ale znów na niej jestem i udzielam się ostatnio dość aktywnie, bo jakoś tak "w kupie raźniej", także zaglądaj i się nie zniechęcaj.
The white one kciuki!!! :-)
Co do
kina, to ja byłam w sobotę z koleżankami na "Raj. Miłość". Bardzo dobry film wg mnie, ale dość ciężki i raczej przygnębiający. O podstarzałych Austriaczkach i Niemkach, które jeżdżą do Kenii na seks z młodymi chłopakami. Jeśli chodzi o "Jesteś Bogiem" to też słyszałam dobre opinie i pewnie się wybiorę (o ile zdążę), jak trochę przejdzie pierwszy tłum, bo teraz wszyscy na to idą - film jest w czołówce jeśli chodzi o frekwencję na polskim filmie od lat, tylko ekranizacje lektur go przebijają.
A jeśli chodzi o ciuchy, to u mnie nie ma szans, żeby się wbić w jakąś kurtkę czy płaszczyk.

Nie mam nic w fasonie bombki czy grzybka czy jak to nazywacie, a choć owszem, mam luźniejsze kurtki, pod które spokojnie wejdzie sweter czy polar, to biorąc pod uwagę, że przed ciążą nosiłam S/M a teraz mam 113 cm w pasie

to NO WAY.

Ale na szczęście pogoda znów się poprawia... No i idę po ratunek do teściowej 2 (drugiej żony mego teścia), która jest dość obfitą panią w dodatku lubiącą ciuchy i ubierającą się w stylu "plastyczka" - ma sporo różnych fajnych, grubych wełnianych chust, poncha i tym podobne wynalazki i już mi obiecała, że coś fajnego dla mnie z szafy wyciągnie na tę końcówkę.
Z tym terminem porodu to ja się boję, żeby u mnie się nie powtórzyła sytuacja z poprzedniej ciąży - termin był na 20 kwietnia a młody urodził się 1 maja. Tyle, że 1 maja to fajna data urodzenia, a 1 listopada...



No masakra. Także jak synek do 20 listopada się nie wykokosi, to będę go musiała jakoś wykurzyć. ;-)Pytanie - jak.

Wtedy też stosowałam różne metody na przyspieszenie porodu, z seksem i długimi spacerami oraz łażeniem po schodach na czele, no i guzik.
No, to przysoliłam dziś mega pościsko. Ale wczoraj mnie tu nie było, więc może wybaczycie.