No tak dotleniona jak dziś to już dawno nie byłam
karoola nie chcę Cię straszyć bardziej, ale jakieś skłonności genetyczne też mogą być - moja mama jako pierwiastka urodziła mnie w 4h i marzył mi się taki poród; no i się uwinęłam w 2,5h ;-)
Agnes a nie masz możliwości, żeby przy porodzie towarzyszył Ci ktoś inny - mama, siostra, koleżanka? Ja w sumie nie miałam czasu zakosztować tych wszystkich zabiegów jak prysznic, spacerowanie (ale nie wyobrażałam ich sobie za bardzo w pojedynkę czy choćby leżenia pod ktg, a tu nie ma nikogo żeby chociaż wodę podał - koronny argument wobec mojego M, dlaczego chcę, żeby był ze mną, choć decyzję zostawiłam jemu), ale wierzę, że jak ktokolwiek ma rodzić dłużej i czekac na pełne rozwarcie (i różnie przecież bywa), to nie chciałabym być sama - w dodatku ze świadomością, że osoba, która najwięcej powinna się tym przejać, przejmuje się tym najmniej

A to, że kisi wszystko w sobie i nie pokazuje na zewnątrz - no mój też taki typ, ale dużo, dużo dużo i jeszcze więcej rozmów (oraz straconych nerwów) dało nam tyle, że jednak czasem powie, co tam mu w środku siedzi - bo ja tego potrzebuję. Tłumaczenie, że taki jest (i nic go nie zmieni - gadanie mojego M), to bzdura - można się chociaż próbować zmienić. A jeśli ma się rzeczywiście nie zmienić, to Ty z kolei musisz sobie odpowiedzieć czy będziesz w stanie to znieść (i jak długo); ja już byłam u kresu wytrzymałości, kiedy udało mi się ten mój "głaz" w końcu drgnąć

I powiem Ci, że jeśli Twój ma się ogarnąć po porodzie to naprawdę czeka Cię dużo (prawdopodobnie dość ciężkiej) pracy - że sam się nagle zmieni o 180 stopni, to raczej nie ma co liczyć; będziesz musiała mu w tym pomóc.
O! - nie zapędziłaś się - pięknie ujęłaś coś, pod czym zgadzam się w 100%

Przykład niektórych księży jest.... albo może jednak zostawię bez komentarza ;-)
kami_fif no to gratki wielkie i oby wszystko się szybko zagoiło; synek na pewno Ci w tym pomoże
Macdalenka ja wiem, że na nfz przysługują 3 usg (i wcale mi to nie przeszkadza); akurat mój gin nie ma w gabinecie, ale robi je osobiście (najczęściej się umawia, że po normalnej wizycie podjeżdża się do drugiej placówki, gdzie jest sprzęt).
Przy synku jak trafiłam na porodówkę, to chcieli jeszcz nas na usg wziąć, bo się lekarka bała, że będzie za duży (szacowane 4,5kg), ale nie było czasu i urodziłam bez problemu, bo mały ważył nieco ponad 3,5kg.
Zresztą mamy juz tu kilka dorodnych okazów, których mamy też sobie poradziły ;-)
Ja też rodzę na typowej porodówce (+patologia noworodka), a IP to się akurat nie boję, bo moje wszystkie dane są już w kompie, więc raczej szybko pójdzie (tak samo było przy I porodzie, bo wcześniej byłam na pato)
Ja nie mam szans nie poinformować swojej mamy, że rodzę - w końcu ktoś się musi zaopiekować Rafałem :-)
Iguana fajnie, że u Ciebie lepiej :-) Choć tej "ucieczki" chłopa to Ci nie zazdroszczę, ale wiadomo jak jest...
Dobrze chociaż że mała tak ładnie już śpi.
Carla no to jak się coś dzieje, to nie wiadomo czy Ty do jutrzejszej wizyty dotrwasz ;-)
U nas ruchów jest może i mniej, ale za to są coraz bardziej bolesne - rozpychanie się maleństwa w coraz mniejszym brzuszku daje się dość we znaki
