Hej Dziewczyny <rysujeserce> Dziękuję za kciuki podziałały....ale wróciłam do domu ok. 1 w nocy i byłam padnięta, ale od początku. Pojechałam na IP, mowie co i jak no i polozna kazala zaczekac. Po 20 minutach zostalam wezwana na ktg, no ale jesszcze podreptałam na siusiu. Generalnie bardzo się bałam a ta do mnie, że wpierw cisnienie a ja oł sit ( no nie cierpie mierzyć tego cisnienia) tym bardziej jak czuję, że sie cała telepie. Oczywiście 150/100 <stresik> no to ktg i położyła mnie na boku z wielkim siniakiem o kazała trzymać diodę, nic nie powiedziala po co, na co, ale robię jak mi każą. Po 10 minutach już mnie palec bolał i niemilosiernie ten obolaly bok więc zaczęłam sie wiercić, patrze y monitor a tam tętno zanika!!!!! ( to było moje pierwsze ktg, więc jestem totalnie zielona)... no to wielki stres, ale przyszła położna i mówi musi Pani dociskac ehhh no i znów ten cisnieniomierz :/ 140/80...no jest lepiej. ..leze dalej..czuję jak mi miałaby kość ogonowa eksplodować, ale patrze się jak sroka w kość na ten monitor raz 126 a pozniej nawet do 180 tętno i znów się zaczęłam stresować. Baaa 2x nawet moje ktg zaczęło wyć - okropne uczucie. Po 40 min męki zaproszono mnie pod gabinet a tam ok 12 brzuchatek i 2 zwykłe. ...ostatni raz jadłam o 14:30 więc zaczęło mi się robić słabo z głodu. A tam nic żadnego automatu, sklep zamknięty - tragedia. Czekam i czekam a polozna znów leci z tym cisnieniomierzem, myślę sobie " no uwzielo sie babsko chyba zeby mnie tu zostawic", mowie jej ze sue stresuje i jestem glodna a ta ze nic nie szkodzi. 150/80...koło północy zostałam wreszcie poproszona. Ktg okazalo się w normie ale dzieciaczek bardzo ruchliwy. Szyjka 2, 5 cm twarda i zamknięta, przeplywy ok, plyn owodniowy w normie, lozysko tez. Tylko ja mocno posiniaczona i kazał mi zrobic : morfologie, mocz, kwas moczowy, kreatynine, transaminazy, ldh i mierzyc cisnienie. Choć dla niego to u mnie na tle nerwowym to mam. <zamyslona>