Dziewczyny mnie najbardziej stresuje ten ewentualny zabieg. Wtedy to była bardzo wczesna ciąża. Starałam się o nią 2 lata, ale powiem szczerze, że nie cierpiałam aż tak bardzo, bo od dnia spodziewanej miesiączki plamiłam i nie nastawiłam się na to, że się uda. Byłam w górach i nie miałam gdzie zrobić początkowo bety. Teraz mam dziecko i właściwie prawie o tym nie pamiętam. W kolejną ciążę zaszłam pół roku później i stratę utożsamiałam z plamieniem - przez wiele tygodni ciągle sprawdzałam, czy nie ma krwi na papierze. Teraz bałam się ciąży pozamacicznej, a okazało się że nie ma serduszka. Masakra. Czuję się już tak wypompowana psychicznie, że nie wiem, jak to dalej zniosę. Myślę, że pierwsze poronienie nie zostawiło we mnie śladu, bo odbyło się bez zabiegu.