Nie każdy lekarz ma kwalifikacje do wykonywania prawidłowo USG genetycznego. To nie jest zwykłe USG. USG genetyczne - to prawdziwe, trwa znacznie dłużej i nie może być wykonane na zwykłym sprzęcie USG. Oprócz innego sprzętu musi być specjalne oprogramowanie do wykonania pomiarów.
Parę dni temu czytałam na temat tego badania. Kiedyś, by mieć uprawnienia do tego typu badań, trzeba było mieć specjalny certyfikat do wykonywania tych badań i zdać egzamin. Teraz (w zależności od instytucji, która wydaje certyfikat) wystarczy zapisać się na sympozjum, kurs - często nie trzeba udowadniać swojej wiedzy. Nie twierdzę, że lekarz, który nie ma żadnego certyfikatu nie będzie lepszy.
Na profesjonalnym badaniu USG genetycznym bada się wszystko, co da się zbadać: długości wszystkich części ciała maluszka, dokładnie budowę narządów (serca, płuc, jelit, mózgu, pęcherza, itp), ogląda kości, szkielet; bada się przezierność karkową, bada się przepływy krwi w pępowinie, ilość płynów owodniowych, łożysko, szyjkę.
W sumie to sama nie wiem jakie certyfikaty ma mój gin. Wiem, że ma ogólny certyfikat Sekcji Ultrasonografii Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. Oprócz tego PTG daje certyfikaty specjalistyczne dotyczące badań prenatalnych (osobne do oceny różnych markerów). Trzeba je odnawiać co parę lat.
Jeśli są wskazania do wykonania tych pełnych badań genetycznych na specjalistycznym USG, to lekarz powinien odesłać do osoby, która się na tym zna i ma uprawnienia, a nie cudować samemu na zwykłym USG.
Ja mam mieć USG "genetyczne" za tydzień, ale domyślam się, że będzie to takie zwykłe USG, tyle, że poszerzone z pewnymi pomiarami, ale nie będzie stricte genetyczne.
Dziś muszę opierniczyć kolesia, co nam robi ostatnie prace wykończeniowe na mieszkaniu. Nie mam serca do tego, ale koleś leci z nami w kulki. Zużył worek 25 kg gładzi szpachlowej (kazał kupić najdroższą :/) na wyszpachlowanie ściany, która nie miała być szpachlowana, bo będą do niej przywiercane szafki w kuchni. Miał wyszpachlować ok. 1 m2 w miejscu, gdzie będzie okap. To zupełnie inna ściana. Mało tego - zaznaczyłam mu to na ścianie pisakiem :/ I jeszcze on ma do mnie pretensje, że ja już sama nie wiem, co mówię. Ale! P. słyszał naszą rozmowę i aż się wkurzył, bo słyszał, że ja mu jasno tłumaczyłam i mówiłam, że zaznaczę mu ten odcinek na ścianie. Ręce opadają, bo on to robił przez parę godzin, za które płacimy..